Częściej masz sobie coś do zarzucenia, czy raczej jesteś wobec siebie łagodny, ciepły?
A może dasz się namówić na napisanie listu do siebie?
Już widzę jak wysuwa Ci się z ręki kubek z herbatą- niech spadnie na podstawkę pod kubek zrobioną przeze mnie Emotikon smile
Jaki list? No do siebie, z wyrazami uznania, że mimo drobnych wad, to tak naprawdę jest całkiem sporo powodów do tego, by siebie kochać, lubić Emotikon smile
Sekretna korespondencja, bez cenzury i tylko dla Ciebie,.
Taki list mocy, który czasem można przeczytać w gorsze dni.
Odjechane? Głupie? Zbędne?
No dobra, nie musisz Emotikon smile
Ja swój mam i to całkiem oczyszczające doświadczenie w natłoku poczucia, że mogłam lepiej, więcej, szybciej Emotikon smile
pozostawiam Cię w zaskoczeniu, z przesłaniem: "DON'T BE SO HARD ON YOURSELF".
A gdzie kupisz podstawki? No TUTAJ: )
ps. w zestawie taniej
Emotikon smile
crazy Me?sure'a
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli mocy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli mocy. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 kwietnia 2015
piątek, 10 kwietnia 2015
urodzę albo zwariuję
Pamiętacie mój wywiad w lutowym SENSie?
Ostatnio do niego wróciłam!
Nie, nie jestem typem, który z uwielbieniem napawa się swoimi mądrościami i filozofią :)
Stwierdziłam jednak, że skoro mówiłam o "tym" publicznie, to musiało to być dla mnie ważne i chciałam Was zainspirować do sięgania po swoje marzenia.
Sama, mając gorszy dzień, chciałam zobaczyć, czy przekonają mnie moje własne słowa zachęty...
Przekonały :)
W ramce obok wywiadu dzieliłam się 10 pomysłami na to, jak wyruszyć w podróż do spełnienia.
Wywiad czekał na publikację wiele miesięcy, a ja od czasu, gdy go udzieliłam mam sporo nowych przemyśleń.
Jestem w dziewiątym miesiącu... biznesowej ciąży i 12 tygodniu Drogi Artysty (o tym innym razem).
Tak - równo dziewięć miesięcy temu powołałam do życia firmę MISIURA DESIGN - przy wsparciu banku i gazety, o czym pisałam TU.
Za chwilę urodzę albo zwariuję :)
A tak na poważnie, to dziewięć miesięcy to szmat czasu.
Czasu na przemyślenia, mierzenie się ze swoimi marzeniami i ich refleksem w rzeczywistości.
Bywa cudnie, bywa też gorzko.
Niemal każdy, kto co miesiąc ma listę opłat i całkiem nieproporcjonalną listę zamówień na mailu, powie Wam, że czasem najchętniej wróciłby na etat...
ALE co z marzeniami?
Ostatnio ktoś, kto planuje swój biznesowy start, zapytał mnie o to co jest ważne przy zakładaniu wymarzonej firmy.
Czuć było entuzjazm i energię- nieskażone prozą życia - ahhh - zatęskniłam na nimi :)
Co odpowiedzieć? Że jakoś się ułoży? Straszyć, że lepiej nie?
A może spojrzeć na siebie i ocenić co dotychczas okazało się najważniejsze?
Gdy zaczynamy, często wydaje nam się, że najważniejsze jest to, że nam się CHCE!
Fakt - to kluczowe, żeby była w nas pewność, że zawsze nam się będzie chciało.
Ale czas mija, a my zderzamy się z rzeczywistością i nasza lista wydłuża się oraz zmienia charakter.
I na przykład okazuje się, że istotne jest to by mieć pewność, że Wasz partner, rodzina, udzieli Wam wsparcia gdy padniecie na dywan w konwulsji rozpaczy. Bo mimo, iż robicie rzeczy szczególne, że dajecie swoje serce, duszę i co jeszcze, to niezbyt dobrze się sprzedają.
Żeby był blisko ktoś, kto pomoże Wam oddzielić te osobiste tony, od sytuacji ekonomicznej narodu polskiego, albo powie: koniec zabawy (o tym też całkiem niedługo) - niech Twoja praca będzie znowu "tylko" pasją.
Prozaicznie, ale koniecznie: mieć oszczędności na nagłe wypadki. Na rzeczy ważne, mniej lub bardziej, a zwłaszcza na opłaty, które co miesiąc, niewzruszone będą patrzeć na stan Waszego konta, chcąc wciąż tyle samo lub więcej.
Ważne, żeby mieć dość realny ogląd tego, ile będziecie pracować.
Nie ma już znielubianego szefa, któremu "na złość", można zrobić mniej, niż trzeba.
Mniej lub więcej zrobicie tylko dla siebie.
Będziecie mieć gorsze dni, brak weny a pracy będzie tyle samo, choć będzie ją trudniej wykonać.
W takich przypadkach punkt 1 będzie kluczowy!
Czy to znaczy, że będziesz się zajeżdżać, zaharowywać, wypruwać sobie flaki 24h na dobę?
Czasem tak, ale cenna okaże się umiejętność dbania o proporcje między pracą a życiem i umiejętność dawania sobie czasem wolnego.
Odpoczynek, daje energię na kolejne dni pracy z chęcią.
Ważne, by dawać sobie prawo do braku weny, braku chęci, zwątpienia i gorszych dni.
One przyjdą, prędzej, czy późnień. I tak samo odejdą.
Warto mieć bardzo realny ogląd tego, czy jest zapotrzebowanie na nasz projekt, usługę.
Bo czy marzenie o sprzedaży - na Saharze - suszarek do włosów, to projekt z szansą na powodzenie, czy brak realnej oceny sytuacji? :)
Nie znaczy to, że jeśli 20 osób robi już TO, to nie możecie wejść na rynek, robiąc TO po swojemu :)
Mnie ostatnio olśniło, gdy w newsletterze Agaty z Latającej Szkoły, przeczytałam, min, że każdy kiedyś zaczynał i że w trakcie mam prawo (CUDOWNE) do zmiany kursu.
Jeśli zaczyna Was przerastać to co się dzieje, ilość gorszych dni dominuje nad lepszymi, robicie wszystko, a wychodzi, jakby nic - DAJCIE sobie chwilę na oddech. Porozmawiajcie z kimś, kto jest Wam życzliwy w uczciwy sposób i powie jak sytuacja wygląda z zewnątrz oraz co można jeszcze z robić (inaczej)!
Ruch z głośnymi okrzykami też warto wpisać na swoją dietę :)
TO WARTO, CZY NIE?
Nie lubię kontaktu z ludźmi, dla których szklanki są zawsze do połowy puste, nawet jeśli właśnie wygrali bilet lotniczy dookoła świata, o czym marzyli od kołyski.
Ale pamiętam mój wyjazd do Irlandii 13 lat temu...
Miałam dwie możliwości: pojechać z parą, która ostrzegała, że będzie ciężko, albo z parą, która zapewniała, że będzie łatwo, lekko i przyjemnie...
Naiwnie wybrałam opcję nr dwa... a rzeczywistość mnie zaskoczyła/zdruzgotała...
PUENTA?
Nie ma jasnych rozstrzygnięć: robić, nie robić, da się, nie da się - warto jednak wiedzieć najkonkretniej jak się da, z czym przyjdzie nam się zmierzyć.
A całkiem cudnie byłoby, gdybyśmy otwarcie mówili:
- hej da się, ale będzie czasem trudno
- może ci braknąć na opłaty
- od razu zażądaj rozwodu pomiędzy słupkami sprzedaży a samooceną
- nie poddawaj się, choć w przypadku braku sprzedaży suszarek do włosów na Saharze, po pewnym czasie, daj sobie prawo do zmiany kursu... Może wentylatory na baterie słoneczne?:)
Trzymam za Ciebie kciuki i za siebie też- bo czasem jest mi bardzo trudno!
Robię dla Ciebie wciąż nowe prace. Zaklinam w nich dobre zaklęcia, moje serce i nadzieję, że wniosą do Twojego życia coś dobrego.
Jeśli zechcesz możesz je kupić w moim sklepie TU
Ostatnio do niego wróciłam!
Nie, nie jestem typem, który z uwielbieniem napawa się swoimi mądrościami i filozofią :)
Stwierdziłam jednak, że skoro mówiłam o "tym" publicznie, to musiało to być dla mnie ważne i chciałam Was zainspirować do sięgania po swoje marzenia.
Sama, mając gorszy dzień, chciałam zobaczyć, czy przekonają mnie moje własne słowa zachęty...
Przekonały :)
W ramce obok wywiadu dzieliłam się 10 pomysłami na to, jak wyruszyć w podróż do spełnienia.
Wywiad czekał na publikację wiele miesięcy, a ja od czasu, gdy go udzieliłam mam sporo nowych przemyśleń.
Jestem w dziewiątym miesiącu... biznesowej ciąży i 12 tygodniu Drogi Artysty (o tym innym razem).
Tak - równo dziewięć miesięcy temu powołałam do życia firmę MISIURA DESIGN - przy wsparciu banku i gazety, o czym pisałam TU.
Za chwilę urodzę albo zwariuję :)
A tak na poważnie, to dziewięć miesięcy to szmat czasu.
Czasu na przemyślenia, mierzenie się ze swoimi marzeniami i ich refleksem w rzeczywistości.
Bywa cudnie, bywa też gorzko.
Niemal każdy, kto co miesiąc ma listę opłat i całkiem nieproporcjonalną listę zamówień na mailu, powie Wam, że czasem najchętniej wróciłby na etat...
ALE co z marzeniami?
Ostatnio ktoś, kto planuje swój biznesowy start, zapytał mnie o to co jest ważne przy zakładaniu wymarzonej firmy.
Czuć było entuzjazm i energię- nieskażone prozą życia - ahhh - zatęskniłam na nimi :)
Co odpowiedzieć? Że jakoś się ułoży? Straszyć, że lepiej nie?
A może spojrzeć na siebie i ocenić co dotychczas okazało się najważniejsze?
Gdy zaczynamy, często wydaje nam się, że najważniejsze jest to, że nam się CHCE!
Fakt - to kluczowe, żeby była w nas pewność, że zawsze nam się będzie chciało.
Ale czas mija, a my zderzamy się z rzeczywistością i nasza lista wydłuża się oraz zmienia charakter.
I na przykład okazuje się, że istotne jest to by mieć pewność, że Wasz partner, rodzina, udzieli Wam wsparcia gdy padniecie na dywan w konwulsji rozpaczy. Bo mimo, iż robicie rzeczy szczególne, że dajecie swoje serce, duszę i co jeszcze, to niezbyt dobrze się sprzedają.
Żeby był blisko ktoś, kto pomoże Wam oddzielić te osobiste tony, od sytuacji ekonomicznej narodu polskiego, albo powie: koniec zabawy (o tym też całkiem niedługo) - niech Twoja praca będzie znowu "tylko" pasją.
Prozaicznie, ale koniecznie: mieć oszczędności na nagłe wypadki. Na rzeczy ważne, mniej lub bardziej, a zwłaszcza na opłaty, które co miesiąc, niewzruszone będą patrzeć na stan Waszego konta, chcąc wciąż tyle samo lub więcej.
Ważne, żeby mieć dość realny ogląd tego, ile będziecie pracować.
Nie ma już znielubianego szefa, któremu "na złość", można zrobić mniej, niż trzeba.
Mniej lub więcej zrobicie tylko dla siebie.
Będziecie mieć gorsze dni, brak weny a pracy będzie tyle samo, choć będzie ją trudniej wykonać.
W takich przypadkach punkt 1 będzie kluczowy!
Czy to znaczy, że będziesz się zajeżdżać, zaharowywać, wypruwać sobie flaki 24h na dobę?
Czasem tak, ale cenna okaże się umiejętność dbania o proporcje między pracą a życiem i umiejętność dawania sobie czasem wolnego.
Odpoczynek, daje energię na kolejne dni pracy z chęcią.
Ważne, by dawać sobie prawo do braku weny, braku chęci, zwątpienia i gorszych dni.
One przyjdą, prędzej, czy późnień. I tak samo odejdą.
Warto mieć bardzo realny ogląd tego, czy jest zapotrzebowanie na nasz projekt, usługę.
Bo czy marzenie o sprzedaży - na Saharze - suszarek do włosów, to projekt z szansą na powodzenie, czy brak realnej oceny sytuacji? :)
Nie znaczy to, że jeśli 20 osób robi już TO, to nie możecie wejść na rynek, robiąc TO po swojemu :)
Mnie ostatnio olśniło, gdy w newsletterze Agaty z Latającej Szkoły, przeczytałam, min, że każdy kiedyś zaczynał i że w trakcie mam prawo (CUDOWNE) do zmiany kursu.
Jeśli zaczyna Was przerastać to co się dzieje, ilość gorszych dni dominuje nad lepszymi, robicie wszystko, a wychodzi, jakby nic - DAJCIE sobie chwilę na oddech. Porozmawiajcie z kimś, kto jest Wam życzliwy w uczciwy sposób i powie jak sytuacja wygląda z zewnątrz oraz co można jeszcze z robić (inaczej)!
Ruch z głośnymi okrzykami też warto wpisać na swoją dietę :)
TO WARTO, CZY NIE?
Nie lubię kontaktu z ludźmi, dla których szklanki są zawsze do połowy puste, nawet jeśli właśnie wygrali bilet lotniczy dookoła świata, o czym marzyli od kołyski.
Ale pamiętam mój wyjazd do Irlandii 13 lat temu...
Miałam dwie możliwości: pojechać z parą, która ostrzegała, że będzie ciężko, albo z parą, która zapewniała, że będzie łatwo, lekko i przyjemnie...
Naiwnie wybrałam opcję nr dwa... a rzeczywistość mnie zaskoczyła/zdruzgotała...
![]() |
| bywało ciężko |
Nie ma jasnych rozstrzygnięć: robić, nie robić, da się, nie da się - warto jednak wiedzieć najkonkretniej jak się da, z czym przyjdzie nam się zmierzyć.
A całkiem cudnie byłoby, gdybyśmy otwarcie mówili:
- hej da się, ale będzie czasem trudno
- może ci braknąć na opłaty
- od razu zażądaj rozwodu pomiędzy słupkami sprzedaży a samooceną
- nie poddawaj się, choć w przypadku braku sprzedaży suszarek do włosów na Saharze, po pewnym czasie, daj sobie prawo do zmiany kursu... Może wentylatory na baterie słoneczne?:)
Trzymam za Ciebie kciuki i za siebie też- bo czasem jest mi bardzo trudno!
Robię dla Ciebie wciąż nowe prace. Zaklinam w nich dobre zaklęcia, moje serce i nadzieję, że wniosą do Twojego życia coś dobrego.
Jeśli zechcesz możesz je kupić w moim sklepie TU
piątek, 20 marca 2015
bajka optymistyczna
Dzisiaj opowiem Wam bajkę...
Była sobie raz dziewczyna, która za nic miała szarość świata i tych, którzy mówili: nie miej śmiałych marzeń :)
Bardzo marzyła o swojej pracowni,
w której mogłaby zaklinać swoje marzenia i kawałeczki serca w kawałeczkach gliny :)
Marzenie udało jej się spełnić.
Codziennie rano, poza małymi wyjątkami
idzie do swojej pracowni- pracowni Misiury!
Bardzo lubi tam pracować, bo to praca z miłości poczęta.
Spędza długie godziny w milczeniu z gliną. Czasem upaja się jej zapachem, wilgotnym wspomnieniem mokrej trawy, oceanu, gdzieś daleko od domu.
Czasem wkurza się na pył i rezultaty niezgodne z oczekiwaniami.
Lubi myśleć, albo wręcz rozpływać się w niebycie, niemyśleniu.
Lubi dawać ludziom uśmiech a sobie spełnienie :)
Lubi etapy pracy z gliną!
Lubi,
gdy glina szczodrze wynagradza
godziny jej pracy, pięknem wypalonych prac :)
I lubi bardzo, a właściwie najbardziej, że 6 lat temu, w ówczesny pierwszy dzień wiosny, obiecali sobie z Panem Misiurą, od wtedy Mężem, być zawsze RAZEM :)
A kluczyk, który jest prezentem na ten szczególny dzień rocznicowy, zrobiła Niezwyczajna Renia z Galerii pod Chmurką!
Niech Was dzisiaj zaćmi tylko na chwilkę, a potem wiosna ucieszy :)
Piszcie swoje piękne bajki, optymistyczne :)
niedziela, 15 marca 2015
pospolite ruszenie i pozorna cisza
Kochane
Kobiety ( i nie mniej Wspaniali Mężczyźni, którzy podczytują
mnie ukradkiem :)
Dziękuję
Wam z całego serca za Wasze komentarze pod ostatnim postem.
Za
prywatne wiadomości, zdjęcia Waszych kolaży i tsunami dobrej
energii.
Mam
nadzieję, że został w Was zapał troski o siebie,
celebrowania codzienności, stawiania granic i tego wszystkiego,
co jest dla Was ważne, a zwraca Waszą uwagę zbyt rzadko?
Ilekroć
to się dzieje, czuję MOC i chęć, by nadal wkładać małe
kawałeczki mojego serca nie tylko w glinę, ale także w moje
blogowe posty, nawet w dni, gdy nikt nie zostawia komentarzy, od
tygodnia nie sprzedałam ani jednej pracy a rachunki za wynajem
pracowni, prąd, zus, biuro rachunkowe wywołują ścisk w żołądku.
Milczenie ostatniego tygodnia
było tylko pozorne.
Byłam
w nieustannym dialogu ze światem i ze sobą.
Był
to dialog bardzo intensywny, często niecenzuralny, a ja
niejednokrotnie strzelałam tzw. focha.
Powiem
tylko, że 8 tydzień z Drogą Artysty i jeszcze mała dokładka z
kursu rozwojowego, w trakcie którego jestem, sprawiły, że fruwałam
pod sufitem, z głębokiego pogniewania, rozżalenia- silne, trudne.
Stan, z kategorii: żałuję, że się za to zabrałam.
Macie
tak? Z jednej strony czujecie, że czas na zmiany.
Racjonalnie
na początku drogi mówicie głosami dorosłych: wiem, że będzie
bolało, liczę się ze skutkami ubocznymi. A przy pierwszej,
solidnej przeszkodzie, piszczycie głosikiem dziecka: boli, już
starczy i ja chcę do... (każdy niech wstawi do kogo chce)
To
był tydzień 8 : Odzyskiwania poczucia gotowości.
Zostały ostatnie cztery
tygodnie pracy z książką.
Notesy
puchną od kilometrów zapisanych słów, cennych i takich z
zamierzchłej przeszłości, której wolimy nie pamiętać.
Słów-
marzeń, śmiałych, jak nastolatek na imprezie po drugim piwie :)
Dzisiaj
był czas na retrospekcję porannych stron, które są codziennym
spotkaniem z samym sobą- czas by spojrzeć na siebie z boku, bez
oceny, raczej z troską, z uważnością.
Tak
wiele zaczyna się dziać, gdy damy temu przestrzeń.
Tak
wiele możemy zrobić!
Nowego,
czy też takiego odkładanego na potem, albo STRASZNIE przerażającego
:)
Nie
mówię o wielkich rzeczach za miliony!
Mówię
o pobyciu ze sobą.
O
chwili bez pośpiechu, z zamkniętymi oczami, gdy słońce głaszcze
naszą twarz.
O
koncercie muzyki prawosławnej, w nieznanym dotąd kościele,
zupełnie za darmo, którego sklepienie zachwyca.
O
asanie wielbłąda, która ma rozluźnić miejsca tak bardzo spięte.
O
zajęciach tanecznych, wbrew kijowi od szczotki,
który połknęliśmy tak dawno temu, że nikt nie wie przy
jakiej okazji i o pierwszych momentach, gdy nie mylicie kroków, a rytm do Was "mówi".
O
bezwstydnym rysowaniu dziecięcych form - bez krytyki.
O
śpiewaniu na koncercie Natalii Przybysz- głośno, z serca, mimo, że
Pan obok tak dziwnie patrzy :)
O
krzyku w parku, po filmie BODY/Ciało - żeby zobaczyć jak to jest-
krzyczeć. Czy się krzyczy tylko gardłem, przeszłością, czy
niczym i się raczej szczeka, nie czując nic?
O
obejrzeniu po raz trzeci Nietykalnych, chichocząc w
tych samych miejscach.
O
mówieniu: więcej nie dam rady i osunięciu się w czułe ramiona,
Przyjaciół!
O
dniach, gdy dotychczasowe: nigdy mi się nie uda, staje się
niespostrzeżenie: o, ale fajnie jest spróbować; mimo że wciąż
sporo zostało tych "nigdy mi się nie uda".
Bez względu na
to, jak trudno bywa, jak czasem brakuje sił- UWIELBIAM to :)
Kto
nie był na facebooku, ten nie wie, że to był tydzień wpisów o
tęsknocie...
Wiele
lat temu byłam w Finlandii.
Zostały wspomnienia,TĘSKNOTA ZA ZORZĄ POLARNĄ, nieugruntowany lekturą zachwyt Muminkami oraz cytat z biografii muminkowej mamy :
„Zawsze chciałam być wolna, jak ten nieskrępowany samotnik z namiotem, gotowy wkroczyć do lasu z setkami kilometrów ciszy przed sobą.” <„Tove Jansson: Mama Muminków”, Boel Westin>
Zostały wspomnienia,TĘSKNOTA ZA ZORZĄ POLARNĄ, nieugruntowany lekturą zachwyt Muminkami oraz cytat z biografii muminkowej mamy :
„Zawsze chciałam być wolna, jak ten nieskrępowany samotnik z namiotem, gotowy wkroczyć do lasu z setkami kilometrów ciszy przed sobą.” <„Tove Jansson: Mama Muminków”, Boel Westin>
taki
dzień, gdy wiosna zniknęła a zima pomrukuje z (nie)daleka..
Do tęsknoty za zorzą polarną dołączyła tęsknota za SŁOŃCEM!
Pomyślałam, że mogę je namalować na pochmurnym niebie, z którego prószy śnieg.
Ale nic z tego.
Słońca nie namalowałam, a podczas malarskiego szału, niespostrzeżenie ozdobiłam dla Was kolejny pojemnik, z własnym słońcem i słonecznym domem :) Do środka można schować wszystkie tęsknoty, psie smuteczki i chwilowe zwątpienia a słońce i tak nie przestanie nas grzać nadzieją :)
A
poza bólami egzystencjalnymi było też całkiem sporo działań z
gliną w roli głównej :)
Wiosenne
kolory szkliw, wylały się optymizmem na kolejną porcję prac, którą
szykuję na następną sobotę i KONTURY,
czyli wrocławskie targi sztuki użytkowej :)
Halo
WROCLOVE!!!
Przybywam
:)
Dobrej
niedzieli i nowego tygodnia!
Dzielę
się z Wami myślą, którą Ktoś mi podarował:
'Wiedz,
że jest na tym świecie specjalne miejsce, które tylko ty możesz
wypełnić.
Jesteś zdecydowana by stworzyć lub znaleźć to miejsce.
Twoim zadaniem jest określić to, co kochasz, co cię inspiruje, co ekscytuje.
Wykorzystać swoje talenty i zalety, by żyć spełnionym, pełnym radości życiem.'
Jesteś zdecydowana by stworzyć lub znaleźć to miejsce.
Twoim zadaniem jest określić to, co kochasz, co cię inspiruje, co ekscytuje.
Wykorzystać swoje talenty i zalety, by żyć spełnionym, pełnym radości życiem.'
:)
niedziela, 8 marca 2015
tak, to dziś...
Dzisiaj Dzień Kobiet.
Kobiety
Wspaniałe- wszystkiego dobrego :)!!!!
Lubię
to święto.
I
wcale nie dlatego, że jestem kobietą u boku niezwyczajnego Pana
Misiury... (żeby nie popadać w fikcję i nie przyczyniać się do
kreowania fałszywego obrazu naszego związku, oświadczam: żadne z
nas nie było materiałem na dobrego partnera z tzw. urzędu.
Determinacja,
mozolna praca u podstaw, upadki, decyzje, by wstawać, lata
codziennej pracy, miłość i chęci, sprawiają, że nasz świat
jest dla nas ceny, ważny i szczególny).
Lubię
je, mimo głupiego wydźwięku, bo jest okazją do świętowania.
Czego?
Tego,
że jesteśmy KOBIETAMI :)
Delikatne,
wrażliwe, chcące, dbające czasem bardziej o innych niż o siebie,
zagubione i silne i.... i.... i....
W
minionym roku wstrząsnęła mną śmierć Anny Przybylskiej.
Była
dla mnie kwintesencją radości życia, rodzinności, wdzięku
dziewczęcego i czegoś nieuchwytnego, moja równolatka.
Kiedy
dowiedziałam się, że umarła, wzięłam kartkę papieru i
spisałam, bezwiednie swoje myśli, o których przypomniałam sobie,
zaatakowana reklamami kobiecego święta.
Nie
odkładam szczęścia na później.
Mam
pasje i marzenia.
Okazuję
tyle samo troski, dobra i czułości sobie, jak tym, których kocham.
Odżywiam
się zdrowo.
Mówię
chcę, zamiast muszę.
Rozwijam
się.
Piję
ze szklanek do połowy pełnych, nie pustych.
Mam
odwagę mówić co czuję.
Daję
sobie prawo do smutku i niemocy.
Nie
boję się prosić o pomoc.
Nie
boję się przyjmować pomocy.
Cieszę
się małymi rzeczami.
Gdy
je czytam po wielu miesiącach, brzmią jak całkiem przyzwoity
manifest kobiecości, kobiecej troski o siebie, decyzji o dobrym
życiu.
To
tylko część większej całości.
A
co Ty dopisałabyś do tej listy, z decyzją, że wprowadzisz To w
czyn?
Wielokrotnie
słyszę, że mam cudowne życie, że ja to tak potrafię, że jestem
konsekwentna, że się rozwijam, tyle mi się udaje osiągnąć, etc,
etc.
To
jest PRAWDA, ale wiecie gdzie jest metoda? W pracy, mozolnej, bez
względu na pogodę i niepogodę.
To,
czym się z Wami dzielę, to tylko koniec procesu, za którym kryją
się, oprócz słońca, także/najczęściej dni wytężonej pracy,
zwątpienia, smutku, bólu fizycznego, po niezliczonych godzinach nad
gliną, poczucia, że nie dam rady, decyzji, by sobie nie odpuszczać
a czasem wręcz przeciwnie: odpuścić całkowicie, samotności...
i
jeszcze chyba jedno, najważniejsze, nawet w gorsze dni: KOCHAM to co
robię i wkładam w to całe serce. I nie tylko w glinę, w
sprzątanie, wściekłość, gotowanie i całą resztę :)
Pamiętacie
książkę o której wspominałam? „Droga
Artysty”.
Błogosławię
dzień, w którym Dorota mi o niej powiedziała.
Dorota,
niech moja wdzięczność uczyni Twoje życie, takim, jakiego
pragniesz <3!!!!
Minione
7 tygodni to jedne z ważniejszych 49 dni w moim życiu.
Za
jakiś czas napiszę o tym dlaczego, ale na koniec chciałam Wam
podarować ćwiczenie, które ja już zrobiłam :)
Aaa
i jeszcze fragment piosenki Natalii Przybysz, to moje kolejne
życzenie dla Was – niech Wam nie brakuje!!!!
„Wzięłam
do ręki dziś moja rękę
Myślałam
ze to za tobą tęsknie
Ale się okazało ze jednak nie
Tak bardzo brakowało mi mnie”
Ale się okazało ze jednak nie
Tak bardzo brakowało mi mnie”
lov!
ps.
foto by Sonia
Jeje
środa, 4 marca 2015
kosmicznie piękna myśl
poniedziałek, 2 marca 2015
słonecznego, śpiewającego i dobrego
Jeśli za Waszymi oknami, pogoda prezentuje się tak jak za moim, to podsuwam Wam solidną dawkę dobrej, słonecznej energii na paterze, podstawkach pod kubek i podstawce ceramicznej pod łyżkę
Emotikon smile A wraz z nimi, słowa do wyboru: entuzjazm, spokój, radość, empatia, miłość, wdzięczność, bliskość, optymizm... Emotikon smile Jest w czym wybierać Emotikon smile
Słoneczna glina emanuje dobrą energią, tam gdzie zawsze - w misiurowym sklepie, czyli TU
Emotikon smile A wraz z nimi, słowa do wyboru: entuzjazm, spokój, radość, empatia, miłość, wdzięczność, bliskość, optymizm... Emotikon smile Jest w czym wybierać Emotikon smile
Słoneczna glina emanuje dobrą energią, tam gdzie zawsze - w misiurowym sklepie, czyli TU
Dobrego poniedziałku!
i dobrego marca :)
ps. dzisiaj blogger postanowił zohydzić kolory na moich zdjęciach, niech mu będzie :)
wtorek, 10 lutego 2015
wdzięczność przez ogromne Wu!
Kochane Dziewczyny - Czytelniczki, gdy publikowałam ostatni post byłam przerażona, tym co robię!
Coś w środku prosiło, by powiedzieć głośno: "nie wyszło mi, czy to jest ok?".
To coś podejrzewało, że często nam nie wychodzi, całkiem wielu nam :)
Coś drugiego (wk?), krzyczało: "nie kompromituj się nieszczęsna istoto..."
To, z kolei uważało, a przynajmniej starało się mnie przekonać, że każdemu wychodzi zawsze- a galerie na fejsbuku, blogu pękające od piękna, to prawda bez brzydkiego rewersu.
Zrobiłam TO a Wy zrobiłyście najpiękniejszą "resztę", jaką mogłyście mi podarować.
Nie umiem wyrazić wdzięczności wobec oceanu Waszej serdeczności, czułości!
Każdy komentarz był jak całus w serce!!!
Chciałam Wam podarować w podziękowaniu coś, co nadal ma związek z książką o której pisałam TU...
To owoc artystycznej randki.
Czym ona jest?
Randką ze swoim kreatywnym ja, randką wolną od ocen.
To takie spotkanie z drugą istotą, w blasku akceptacji, czas na zabawę, niczym za dawnych lat, święto kreatywności, czas na spotkanie z zapomnianymi pasjami...
Nigdy nie robiłam mandali, nie znam "zasad". Może Wy robiłyście?
W każdym razie, jakiś czas temu trafiłam na niezwykłą stronę: Mandalami.
Po spotkaniu z pracami Klaudii, wiedziałam w jakim celu otworzę moje pudełko z suszonymi roślinami.
Gdy powstała, zaskoczyła mnie formą, mocą, energią, mocno bijącym, bugenwillowym sercem.
Ma tytuł: W drodze do...
Być może więcej z Was jest w drodze do... wiosny, do siebie, do narodzin i dobrze Wam zrobi jej moc.
Ja patrzę na nią z uśmiechem.
Melduję także, że mutant przeziębieniowy utrudnia stanie w pełni sił nad gliną, ale bawię się przednio :)
Nie chcę Was (prze)straszyć, więc nie napiszę, że znowu w ramach artystycznej randki, tylko, że dałam się zainspirować niezwykłej twórczości Kasi Urban Rybskiej, która haftuje haftem gobelinowym (mała próbka poniżej, ale Wy zajrzyjcie na stronę Kasi) <3
Wyciągnęłam z szafy tamborek, który podarowała mi niezwykła Magda z Cudaki i Wianki (Magda ma w sobie szczególną wrażliwość na to, co dla nas mogłoby się schować w szufladzie pt."zbędne" - pięknie nadaje nowe życie domowym różnościom, zobaczcie same) i... wróciłam do mojej pasji sprzed dwóch dekad.
Haftuję krzyżykiem i myślę o mojej zwariowanej podróży do Szwecji, o nocnej wyprawie na podglądanie łosi, spaniu w krzakach
dbajcie o siebie i bądźcie tak troskliwe, serdeczne i czułe, wobec siebie, jak jesteście wobec innych :)
<3
Coś w środku prosiło, by powiedzieć głośno: "nie wyszło mi, czy to jest ok?".
To coś podejrzewało, że często nam nie wychodzi, całkiem wielu nam :)
Coś drugiego (wk?), krzyczało: "nie kompromituj się nieszczęsna istoto..."
To, z kolei uważało, a przynajmniej starało się mnie przekonać, że każdemu wychodzi zawsze- a galerie na fejsbuku, blogu pękające od piękna, to prawda bez brzydkiego rewersu.
Zrobiłam TO a Wy zrobiłyście najpiękniejszą "resztę", jaką mogłyście mi podarować.
Nie umiem wyrazić wdzięczności wobec oceanu Waszej serdeczności, czułości!
Każdy komentarz był jak całus w serce!!!
Chciałam Wam podarować w podziękowaniu coś, co nadal ma związek z książką o której pisałam TU...
To owoc artystycznej randki.
Czym ona jest?
Randką ze swoim kreatywnym ja, randką wolną od ocen.
To takie spotkanie z drugą istotą, w blasku akceptacji, czas na zabawę, niczym za dawnych lat, święto kreatywności, czas na spotkanie z zapomnianymi pasjami...
Nigdy nie robiłam mandali, nie znam "zasad". Może Wy robiłyście?
W każdym razie, jakiś czas temu trafiłam na niezwykłą stronę: Mandalami.
Po spotkaniu z pracami Klaudii, wiedziałam w jakim celu otworzę moje pudełko z suszonymi roślinami.
Gdy powstała, zaskoczyła mnie formą, mocą, energią, mocno bijącym, bugenwillowym sercem.
Ma tytuł: W drodze do...
Być może więcej z Was jest w drodze do... wiosny, do siebie, do narodzin i dobrze Wam zrobi jej moc.
Ja patrzę na nią z uśmiechem.
Melduję także, że mutant przeziębieniowy utrudnia stanie w pełni sił nad gliną, ale bawię się przednio :)
Nie chcę Was (prze)straszyć, więc nie napiszę, że znowu w ramach artystycznej randki, tylko, że dałam się zainspirować niezwykłej twórczości Kasi Urban Rybskiej, która haftuje haftem gobelinowym (mała próbka poniżej, ale Wy zajrzyjcie na stronę Kasi) <3
Wyciągnęłam z szafy tamborek, który podarowała mi niezwykła Magda z Cudaki i Wianki (Magda ma w sobie szczególną wrażliwość na to, co dla nas mogłoby się schować w szufladzie pt."zbędne" - pięknie nadaje nowe życie domowym różnościom, zobaczcie same) i... wróciłam do mojej pasji sprzed dwóch dekad.
Haftuję krzyżykiem i myślę o mojej zwariowanej podróży do Szwecji, o nocnej wyprawie na podglądanie łosi, spaniu w krzakach
i twarzy a'la Myszka Miki :) To było wieki temu...
Jakby, ktoś chciał przeczytać dziennik z podróży, to zawiesiłam go dla Was TU
dbajcie o siebie i bądźcie tak troskliwe, serdeczne i czułe, wobec siebie, jak jesteście wobec innych :)
<3
piątek, 30 stycznia 2015
cztery pokoje
"Każdy z nas jest domem z czterema pokojami: fizycznym, mentalnym, emocjonalnymi i duchowym. Większość z nas mieszka w jednym z tych pokoi przez większą część czasu; ale dopóki codziennie nie będziemy odwiedzać każdego pokoju- chociażby tylko po to, by go przewietrzyć- dopóty nie będziemy całością”
- hinduskie przysłowie-
Z okazji nadchodzącego weekendu, przed wiosną, która w końcu przyjdzie, dla siebie... miłych odwiedzin w zapomnianych pokojach...
ps. a mniej metaforycznie, wystarczy popołudnie oraz pełna gotowość do pożegnań a zaskoczy Was jak wiele przedmiotów możecie ofiarować komuś, kto ich potrzebuje, jak pełna ubrań nie noszonych od lat, jest Wasza szafa a przedmioty trzymane z powodu wspomnień, wyblakły.
Cudownie ożywczych pożegnań, Kochami!
Mknę do pracowni, potykając się o torby pełne skarbów- już nie moich- a jestem pewna, że czyichś na pewno.
Photo by Basia Sielańczyk. Fotograf.
- hinduskie przysłowie-
Z okazji nadchodzącego weekendu, przed wiosną, która w końcu przyjdzie, dla siebie... miłych odwiedzin w zapomnianych pokojach...
ps. a mniej metaforycznie, wystarczy popołudnie oraz pełna gotowość do pożegnań a zaskoczy Was jak wiele przedmiotów możecie ofiarować komuś, kto ich potrzebuje, jak pełna ubrań nie noszonych od lat, jest Wasza szafa a przedmioty trzymane z powodu wspomnień, wyblakły.
Cudownie ożywczych pożegnań, Kochami!
Mknę do pracowni, potykając się o torby pełne skarbów- już nie moich- a jestem pewna, że czyichś na pewno.
Photo by Basia Sielańczyk. Fotograf.
piątek, 23 stycznia 2015
Misiura w końcu robi rzeczy z SENS'em...
Miniony weekend spędziłam a Zlocie, o czym pisałam w poprzednim poście TU.
Wróciłam pełna wrażeń- przeróżnych, o których niebawem napiszę, ale zanim zaczęłam wracać na ziemię, budując kolejne osiedla mieszkaniowe z nowymi przesłaniami, odnalazłam SENS w kiosku ruchu!!! :)
Spełniło się moje marzenie z prawego górnego rogu mapy marzeń :)
Kochani, w najnowszym wydaniu SENS'u czekam na Was na stronie 40 i 41 Emotikon smile
Ju Kochana, dziękuję!
Bez Ciebie, to nie miałoby SENSU
ps. napiszcie jak Wy pomagacie marzeniom urzeczywistniać się w swoim życiu- zróbmy tu małą zawieruchę, która przyda nam się w drodze od chcę - do zrobię - jestem spełniona :)
ps. chciałam Wam też powiedzieć jeszcze jedną dla mnie ważną rzecz...
Mój wewnętrzny krytyk wczoraj, gdy weszłam do kiosku, dał mi spokój!!
Pozwolił poczuć radość, spełnienie, szczęście, ekscytację.
To było cudowne!
Przeżyć ten dzień bez niego.
To dodało mi otuchy, że musi być jakiś sposób, by przeważały dni i myśli serdeczne, czułe i pełne uznania wobec tego co robimy, osiągamy a nie dni, w których zarzucamy sobie, że trzeba było inaczej, lepiej. Że inni potrafią a my nie.
Jak tylko ustalę z moim WK jak sprawić, by złagodniał, lub zajął się sobą, nie mną- dam znać :)
Wróciłam pełna wrażeń- przeróżnych, o których niebawem napiszę, ale zanim zaczęłam wracać na ziemię, budując kolejne osiedla mieszkaniowe z nowymi przesłaniami, odnalazłam SENS w kiosku ruchu!!! :)
Spełniło się moje marzenie z prawego górnego rogu mapy marzeń :)
Kochani, w najnowszym wydaniu SENS'u czekam na Was na stronie 40 i 41 Emotikon smile
Ju Kochana, dziękuję!
Bez Ciebie, to nie miałoby SENSU
ps. napiszcie jak Wy pomagacie marzeniom urzeczywistniać się w swoim życiu- zróbmy tu małą zawieruchę, która przyda nam się w drodze od chcę - do zrobię - jestem spełniona :)
ps. chciałam Wam też powiedzieć jeszcze jedną dla mnie ważną rzecz...
Mój wewnętrzny krytyk wczoraj, gdy weszłam do kiosku, dał mi spokój!!
Pozwolił poczuć radość, spełnienie, szczęście, ekscytację.
To było cudowne!
Przeżyć ten dzień bez niego.
To dodało mi otuchy, że musi być jakiś sposób, by przeważały dni i myśli serdeczne, czułe i pełne uznania wobec tego co robimy, osiągamy a nie dni, w których zarzucamy sobie, że trzeba było inaczej, lepiej. Że inni potrafią a my nie.
Jak tylko ustalę z moim WK jak sprawić, by złagodniał, lub zajął się sobą, nie mną- dam znać :)
i bardzo piękne, misiurowe podsumowanie, autorstwa: Dale Keys
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Długo niepisane podsumowanie roku 2014
Im
dalej od końca roku, tym więcej myślę jak go zamknąć w słowach.
Żeby nie był wyliczanką sukcesów, czymś- co osoby, które
nieśmiało zaczynają marzyć- zdołuje.
Żeby
był świadectwem że można! Bez niepotrzebnej pychy
To
był bardzo ważny rok ( który poprzedził bardzo trudny ) i
wszystko, co przyniósł jest jak gwiazdka z nieba- powiem więcej,
jak cały gwiazdozbiór - Wielkiej Niedźwiedzicy.
Niepewna
jak zacząć, postanowiłam, że podzielę się z Wami fragmentem
listu, który napisałam do uczestniczek ZLOT'u Latającej Szkoły.
O
Szkole pisałam przy okazji konkursu na list miłosny TU.
Już
wtedy Szkoła była dla mnie ważna, ale odkąd wykupiłam bilet na
ZLOT i zaczęłam poznawać dziewczyny, które wezmą w nim udział,
bicie mojego serca jest szybsze, przeważają w nim dźwięki radosne
oraz poczucie, że niemal każdy potrzebuje „Zewnętrznych Źródeł
Mocy”.
Bez
względu na to jak silna, dzielna i zdeterminowana czuję się na co
dzień, to teraz WIEM, że ani nie muszę taka być nieustannie, ani
nie muszę za wszelką cenę szukać źródła siły tylko w sobie.
„Tak
wiele chciałabym Ci powiedzieć- na wypadek jeśli nie poznamy się
osobiście- że nie wiem od czego zacząć, i ile kartek byłoby mi
potrzebne. Ale..w sumie chciałabym Ci przekazać tylko, że zeszły
rok zaczynałam jako bezrobotna export manager (która poprzednio
uciekła z korporacji), z kończącym się prawem do zasiłku; która
odpadła w przedbiegach w staraniach o dotację na otwarcie własnej
pracowni ceramiki.
A
zakończyłam go z pewnością- że determinacja, pewność co chcę
robić, jaką drogą podążać; wsparcie bliskich, zaufanie do
świata oraz miłość do pracy moich rąk, a przede wszystkim wiara,
że „if you can dream it, you can do it”, sprawiły, że zadziały
się rzeczy szczególne!”
Część
z Was odwiedza mnie regularnie i wie o wszystkim, o czym napiszę
poniżej, ale gdybyście czasem tracili wiarę w siebie lub Świat;
albo jeśli jesteście tu od niedawna, to przesyłam Wam małe
świadectwo mocy marzeń.
Oczywiście
nie tych, które się spełniają, tylko tych, które się spełnia!
1.Jako
jedna z sześciu osób skoczyłam na bank, który organizował
konkurs "Pomysł
na firmę" i nie dość, że nie zamknęli mnie do
więzienia, to jeszcze mi za ten skok zapłacili, dzięki czemu
mogłam otworzyć i wyposażyć swoją własną pracownię ceramiki.
Czasami czułam
się jakby to był skok na bungee, zwłaszcza intelektualnie.
Albo jakby to był skok do basenu bez wody. Ale dzięki
wsparciu, jakie otrzymałam od wyjątkowych
ludzi, finalnie był to skok do basenu pełnego
pluszowych kulek szczęścia :)
Nie
wierzysz? Przeczytaj TU
2. W
pierwszy dzień jesieni obejrzałam lokal, który był zawalony
starymi meblami, ukrywając w ten sposób - przed moim
rozsądkiem - swoje bardzo marne oblicze. Jednak wierząc w
niemożliwe, powiesiłam klucz na wieszaku MOJEJ PRACOWNI CERAMIKI-
pod szyldem: MISIURA DESIGN i zabrałam się - jako majtek pokładowy
Pana Misiury - za remont, o czym donosiłam TU
Z
początku było bardzo źle, czego dowody znajdziesz tutaj,
ale po morzu wylanych łez, pracy ponad siły, w końcu słońce
rozświetliło pracowniane okno. Brzmi nieprawdopodobnie?
Przeczytaj post
z października :)
3.
Co zrobiłam po zakończonym remoncie? Zadebiutowałam na (nie)dużym
ekranie -
REPORTAŻEM o
mojej miłości do gliny i nie tylko.
Do
dzisiaj piszecie do mnie wzruszające listy w tej sprawie, za co
bardzo Wam dziękuję!
4.W
tym roku dotknęłam Ziemi mocniej, niż kiedykolwiek wcześniej, a
spotkanie z żywiołem do dzisiaj we mnie rezonuje. Po szczególnym
tygodniu w Artystyce, przypomniałam sobie jak niewiele znaczymy
bez ziemi, powietrza, wody i ognia.
O
RAKU, starałam się opowiedzieć Ci TU.
5.Napisałam
dla Was 69 postów, czasem glina była tylko pretekstem, by podzielić
się z Wami czymś ważnym - np moimi rozważaniami
o ustach lub dłoniach- ten
ostatni post lubiliście szczególnie.
6.Przegniotłam
kilkadziesiąt kilo gliny, z nadzieją, że mój nieporadny -
kolorowy, wrażliwy świat- będzie Wam bliski tak jak mnie, a Wy
napisaliście do mnie listy, które trzymam do dzisiaj!
Dziękuję
Wam za ten rok!
Za
każde słowo wsparcia, ciepła i entuzjazmu!
Panie
Misiuro?
Bez
Pana nic by z tego nie było <3!
Etykiety:
Artystyka,
bella reportaż,
latająca szkoła,
motywacja,
myśli mocy,
pomysł na firmę,
pracownia misiury,
raiffaisen wygrana,
rozwój,
www.misiura-design.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















