Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 marca 2016

A co jeśli...

Kiedy ostatni raz ścierałeś/aś kurze z mebli bez narzekania, że to bez sensu i na chwilę? Kiedy ostatni raz zamruczałeś/aś z rozkoszy po pierwszym łyku porannej kawy? Kiedy zwolniłeś/aś swój codzienny bieg, tylko/aż dlatego, że ptaki cudownie świergolą na pobliskich krzewach? Ile razy dziennie stawiasz życiu warunek, że/jeśli/jak tylko (schudnę, wygram, zniszczę, osiągnę...)? Ile razy wydaje Ci się, że wciąż masz/jesteś za mało, żeby być szczęśliwym?
A co jeśli to życie, pewnego dnia postawi Ci na drodze chorobę/ warunek/ ewentualność nagłej utraty życia i poprosi tylko raz i bardzo stanowczo: "ŻYJ"? Nie czekaj na ten dzień! Ciesz się, celebruj, doceniaj, nie marnuj ani chwili, nawet najmniejszej! Bądźcie UWAŻNI na dary codzienności!
Nowy tydzień, nowe możliwości 
Emotikon heart
♥





czwartek, 11 czerwca 2015

Roczek

Dzisiaj mija rok od mojej wycieczki do Warszawy (na finał konkursu "Pomysł na firmę"), która odmieniła wszystko!
Banki nie cieszą się dobrą sławą, bo dają kredyty w kiepskich walutach, albo nie dają wcale, ale.. ten który organizował konkurs, pomógł mi spełnić moje marzenie.
O marzeniach i zwątpieniach przeczytacie w najnowszym numerze magazynu Siedlisko od strony 44 - zapraszam serdecznie : )

A w dniu tak dla mnie wyjątkowym, dziękuję Wszystkim, którzy mnie wspierali i dodawali otuchy oraz wierzyli, nawet, kiedy ja wątpiłam! : )

Dziękuję Wam za sympatię dla tego co robię i czym się z Wami dzielę! <3

Pięknego weekendu!


poniedziałek, 8 czerwca 2015

book of life...

Można czytać książki telefoniczne lub gazetki reklamowe z marketu z promocjami. Można też czytać namiętnie encyklopedie lub powieści grozy. Tęsknić za romantyczną miłością, czytając romanse, pożerać potrawy wprost z kart ksiąg kulinarnych. Można jeszcze całkiem wiele!
A co jeśli życie jest jak książka?
Odwracajcie śmiało kolejne strony, niech Wam szeleszczą pięknie!
Maleńkie breloki książkowe(około2cm x 3cm), specjalnie dla Bookiestra <3!


ps. a co aktualnie czytacie? :)


czwartek, 7 maja 2015

majowe 3 x W

Pierwsze siedem dni maja przyniosło tyle prezentów, że nie oczekuję więcej przez następne 23 dni.
A jeśli jednak coś jeszcze maj ma w planach, to ja już teraz mam w sobie tyle wdzięczności, że każdy czytający ten post, został nią przeze mnie obdzielony :)

kartka z misiurowego kalendarza roślinnego

kartka z misiurowego kalendarza roślinnego

Z zaskoczeniem odkryłam, że majowe skarby- wszystkie trzy - zaczynają się na literę Wu - co jest dodatkowo niezwykłe, biorąc pod uwagę, że to odwrócone, rozleniwione em  :)

1. w sobotę w misiurowej pracowni odbędą się WARSZTATY :) 
Nie mogę się doczekać tej mieszanki energii, ekscytacji, nowych odkryć, podczas OSWAJANIA gliny :) Nie mogę się doczekać Was <3


2. w Święto Pracy, ukazał się ze mną WYWIAD w ramach Babskiego Gadania, który możecie przeczytać TU. I mimo, że nikt nie zdecydował się na zostawienie komentarza pod tekstem, dostałam od Was wiele ciepłych słów i ponowne zapytanie o książkę :) Dziękuję Wam!


3. wiecie, że bardzo lubię konkursy kreatywne, które wysilają szare komórki. O tym konkursie dowiedziałam się podczas krakowskiego festiwalu Progessteron- niewielki plakat zachęcał, by napisać, czym jest dla mnie ekspresja siebie ( a może zechcenie zostawić swoje komentarze pod postem, jaka jest Wasza definicja ekspresji siebie?)...

Wysłałam moje myśli: 

"Ekspresja to zgoda na podążanie za wewnętrznym pragnieniem wolności.
To odwaga, by to co ukryte, często stłumione, znalazło swoją drogę na zewnątrz.
To wyrażanie siebie, nie tylko ruchem, ale także słowem, czasem
krzykiem. Dźwiękiem, sztuką.
To przeciwieństwo tłumienia.
Ekspresja to odwaga, by uwalniać również to co trudne, mroczne.
To afirmacja życia i napełnianie źródła wewnętrznej mocy.
Może być trudna, bolesna, niemożliwa na pewnym etapie życia, ale
zdecydowanie uwalniająca.

To jak otwarcie okien i drzwi w bardzo wietrzny dzień, gdy przeciąg
porywa to co zbędne, albo zastałe, zbyt długo, w jednym miejscu..." 

i WYGRAŁAM cudny wyjazd wakacyjny, podczas, którego będę odkrywać swoje piękno :) jupiiii :) Wciąż nie mogę ochłonąć z wrażenia :)



Pięknie hojny maju, z całego serca Ci dziękuję!
Ja już dostałam więcej, niż mogłam wymarzyć, więc proszę rób swoje piękne niespodzianki Innym <3

niedziela, 26 kwietnia 2015

napisz list...

Częściej masz sobie coś do zarzucenia, czy raczej jesteś wobec siebie łagodny, ciepły?
A może dasz się namówić na napisanie listu do siebie?
Już widzę jak wysuwa Ci się z ręki kubek z herbatą- niech spadnie na podstawkę pod kubek zrobioną przeze mnie Emotikon smile
Jaki list? No do siebie, z wyrazami uznania, że mimo drobnych wad, to tak naprawdę jest całkiem sporo powodów do tego, by siebie kochać, lubić Emotikon smile
Sekretna korespondencja, bez cenzury i tylko dla Ciebie,.
Taki list mocy, który czasem można przeczytać w gorsze dni.
Odjechane? Głupie? Zbędne?
No dobra, nie musisz Emotikon smile
Ja swój mam i to całkiem oczyszczające doświadczenie w natłoku poczucia, że mogłam lepiej, więcej, szybciej Emotikon smile
pozostawiam Cię w zaskoczeniu, z przesłaniem: "DON'T BE SO HARD ON YOURSELF".
A gdzie kupisz podstawki? No TUTAJ: )

ps. w zestawie taniej 
Emotikon smile
crazy Me?sure'a


piątek, 20 marca 2015

bajka optymistyczna

Dzisiaj opowiem Wam bajkę...

Była sobie raz dziewczyna, która za nic miała szarość świata i tych, którzy mówili: nie miej śmiałych marzeń :)


Bardzo marzyła o swojej pracowni,
 w której mogłaby zaklinać swoje marzenia i kawałeczki serca w kawałeczkach gliny :)
Marzenie udało jej się spełnić.
Codziennie rano, poza małymi wyjątkami
idzie do swojej pracowni- pracowni Misiury!


Bardzo lubi tam pracować, bo to praca z miłości poczęta.
Spędza długie godziny w milczeniu z gliną. Czasem upaja się jej zapachem, wilgotnym wspomnieniem mokrej trawy, oceanu, gdzieś daleko od domu.
Czasem wkurza się na pył i rezultaty niezgodne z oczekiwaniami.
Lubi myśleć, albo wręcz rozpływać się w niebycie, niemyśleniu.


Lubi dawać ludziom uśmiech a sobie spełnienie :)
Lubi etapy pracy z gliną!


Lubi, 
gdy glina szczodrze wynagradza 
godziny jej pracy, pięknem wypalonych prac :)


I lubi bardzo, a właściwie najbardziej, że 6 lat temu, w ówczesny pierwszy dzień wiosny, obiecali sobie z Panem Misiurą, od wtedy Mężem, być zawsze RAZEM :)
A kluczyk, który jest prezentem na ten szczególny dzień rocznicowy, zrobiła Niezwyczajna Renia z Galerii pod Chmurką!


Niech Was dzisiaj zaćmi tylko na chwilkę, a potem wiosna ucieszy :)
Piszcie swoje piękne bajki, optymistyczne :)

niedziela, 8 marca 2015

tak, to dziś...

Dzisiaj Dzień Kobiet.

Lubię to święto.
I wcale nie dlatego, że jestem kobietą u boku niezwyczajnego Pana Misiury... (żeby nie popadać w fikcję i nie przyczyniać się do kreowania fałszywego obrazu naszego związku, oświadczam: żadne z nas nie było materiałem na dobrego partnera z tzw. urzędu.
Determinacja, mozolna praca u podstaw, upadki, decyzje, by wstawać, lata codziennej pracy, miłość i chęci, sprawiają, że nasz świat jest dla nas ceny, ważny i szczególny).

Lubię je, mimo głupiego wydźwięku, bo jest okazją do świętowania.
Czego?
Tego, że jesteśmy KOBIETAMI :)
Delikatne, wrażliwe, chcące, dbające czasem bardziej o innych niż o siebie, zagubione i silne i.... i.... i....

W minionym roku wstrząsnęła mną śmierć Anny Przybylskiej.

Była dla mnie kwintesencją radości życia, rodzinności, wdzięku dziewczęcego i czegoś nieuchwytnego, moja równolatka.

Kiedy dowiedziałam się, że umarła, wzięłam kartkę papieru i spisałam, bezwiednie swoje myśli, o których przypomniałam sobie, zaatakowana reklamami kobiecego święta.

Nie odkładam szczęścia na później.
Mam pasje i marzenia.
Okazuję tyle samo troski, dobra i czułości sobie, jak tym, których kocham.
Odżywiam się zdrowo.
Mówię chcę, zamiast muszę.
Rozwijam się.
Piję ze szklanek do połowy pełnych, nie pustych.
Mam odwagę mówić co czuję.
Daję sobie prawo do smutku i niemocy.
Nie boję się prosić o pomoc.
Nie boję się przyjmować pomocy.
Cieszę się małymi rzeczami.

Gdy je czytam po wielu miesiącach, brzmią jak całkiem przyzwoity manifest kobiecości, kobiecej troski o siebie, decyzji o dobrym życiu.

To tylko część większej całości.

A co Ty dopisałabyś do tej listy, z decyzją, że wprowadzisz To w czyn?

Wielokrotnie słyszę, że mam cudowne życie, że ja to tak potrafię, że jestem konsekwentna, że się rozwijam, tyle mi się udaje osiągnąć, etc, etc.

To jest PRAWDA, ale wiecie gdzie jest metoda? W pracy, mozolnej, bez względu na pogodę i niepogodę.

To, czym się z Wami dzielę, to tylko koniec procesu, za którym kryją się, oprócz słońca, także/najczęściej dni wytężonej pracy, zwątpienia, smutku, bólu fizycznego, po niezliczonych godzinach nad gliną, poczucia, że nie dam rady, decyzji, by sobie nie odpuszczać a czasem wręcz przeciwnie: odpuścić całkowicie, samotności...

i jeszcze chyba jedno, najważniejsze, nawet w gorsze dni: KOCHAM to co robię i wkładam w to całe serce. I nie tylko w glinę, w sprzątanie, wściekłość, gotowanie i całą resztę :)

Pamiętacie książkę o której wspominałam? „Droga Artysty”.

Błogosławię dzień, w którym Dorota mi o niej powiedziała.

Dorota, niech moja wdzięczność uczyni Twoje życie, takim, jakiego pragniesz <3!!!!

Minione 7 tygodni to jedne z ważniejszych 49 dni w moim życiu.

Za jakiś czas napiszę o tym dlaczego, ale na koniec chciałam Wam podarować ćwiczenie, które ja już zrobiłam :)



Kobiety Wspaniałe- wszystkiego dobrego :)!!!!

Aaa i jeszcze fragment piosenki Natalii Przybysz, to moje kolejne życzenie dla Was – niech Wam nie brakuje!!!!

„Wzięłam do ręki dziś moja rękę
Myślałam ze to za tobą tęsknie
Ale się okazało ze jednak nie
Tak bardzo brakowało mi mnie”

lov!

ps. foto by Sonia Jeje


piątek, 23 stycznia 2015

Misiura w końcu robi rzeczy z SENS'em...

Miniony weekend spędziłam a Zlocie, o czym pisałam w poprzednim poście TU.

Wróciłam pełna wrażeń- przeróżnych, o których niebawem napiszę, ale zanim zaczęłam wracać na ziemię, budując kolejne osiedla mieszkaniowe z nowymi przesłaniami, odnalazłam SENS w kiosku ruchu!!! :)

Spełniło się moje marzenie z prawego górnego rogu mapy marzeń :) 

Kochani, w najnowszym wydaniu SENS'u czekam na Was na stronie 40 i 41 Emotikon smile

Ju Kochana, dziękuję! 
Bez Ciebie, to nie miałoby SENSU

ps. napiszcie jak Wy pomagacie marzeniom urzeczywistniać się w swoim życiu- zróbmy tu małą zawieruchę, która przyda nam się w drodze od chcę - do zrobię - jestem spełniona :)

ps. chciałam Wam też powiedzieć jeszcze jedną dla mnie ważną rzecz... 
Mój wewnętrzny krytyk wczoraj, gdy weszłam do kiosku, dał mi spokój!!
Pozwolił poczuć radość, spełnienie, szczęście, ekscytację. 
To było cudowne!
Przeżyć ten dzień bez niego.
To dodało mi otuchy, że musi być jakiś sposób, by przeważały dni i myśli serdeczne, czułe i pełne uznania wobec tego co robimy, osiągamy a nie dni, w których zarzucamy sobie, że trzeba było inaczej, lepiej. Że inni potrafią a my nie.
Jak tylko ustalę z moim WK jak sprawić, by złagodniał, lub zajął się sobą, nie mną- dam znać :)




i bardzo piękne, misiurowe podsumowanie, autorstwa: Dale Keys


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Długo niepisane podsumowanie roku 2014

Im dalej od końca roku, tym więcej myślę jak go zamknąć w słowach. Żeby nie był wyliczanką sukcesów, czymś- co osoby, które nieśmiało zaczynają marzyć- zdołuje.
Żeby był świadectwem że można! Bez niepotrzebnej pychy

To był bardzo ważny rok ( który poprzedził bardzo trudny ) i wszystko, co przyniósł jest jak gwiazdka z nieba- powiem więcej, jak cały gwiazdozbiór - Wielkiej Niedźwiedzicy.

Niepewna jak zacząć, postanowiłam, że podzielę się z Wami fragmentem listu, który napisałam do uczestniczek ZLOT'u Latającej Szkoły.

O Szkole pisałam przy okazji konkursu na list miłosny TU.

Już wtedy Szkoła była dla mnie ważna, ale odkąd wykupiłam bilet na ZLOT i zaczęłam poznawać dziewczyny, które wezmą w nim udział, bicie mojego serca jest szybsze, przeważają w nim dźwięki radosne oraz poczucie, że niemal każdy potrzebuje „Zewnętrznych Źródeł Mocy”.
Bez względu na to jak silna, dzielna i zdeterminowana czuję się na co dzień, to teraz WIEM, że ani nie muszę taka być nieustannie, ani nie muszę za wszelką cenę szukać źródła siły tylko w sobie.

„Tak wiele chciałabym Ci powiedzieć- na wypadek jeśli nie poznamy się osobiście- że nie wiem od czego zacząć, i ile kartek byłoby mi potrzebne. Ale..w sumie chciałabym Ci przekazać tylko, że zeszły rok zaczynałam jako bezrobotna export manager (która poprzednio uciekła z korporacji), z kończącym się prawem do zasiłku; która odpadła w przedbiegach w staraniach o dotację na otwarcie własnej pracowni ceramiki.
A zakończyłam go z pewnością- że determinacja, pewność co chcę robić, jaką drogą podążać; wsparcie bliskich, zaufanie do świata oraz miłość do pracy moich rąk, a przede wszystkim wiara, że „if you can dream it, you can do it”, sprawiły, że zadziały się rzeczy szczególne!”

Część z Was odwiedza mnie regularnie i wie o wszystkim, o czym napiszę poniżej, ale gdybyście czasem tracili wiarę w siebie lub Świat; albo jeśli jesteście tu od niedawna, to przesyłam Wam małe świadectwo mocy marzeń.
Oczywiście nie tych, które się spełniają, tylko tych, które się spełnia!


1.Jako jedna z sześciu osób skoczyłam na bank, który organizował konkurs "Pomysł na firmę" i nie dość, że nie zamknęli mnie do więzienia, to jeszcze mi za ten skok zapłacili, dzięki czemu mogłam otworzyć i wyposażyć swoją własną pracownię ceramiki.
Czasami czułam się jakby to był skok na bungee, zwłaszcza intelektualnie. Albo jakby to był skok do basenu bez wody. Ale dzięki wsparciu, jakie otrzymałam od wyjątkowych ludzi, finalnie był to skok do basenu pełnego pluszowych kulek szczęścia :)
Nie wierzysz? Przeczytaj TU


2. W pierwszy dzień jesieni obejrzałam lokal, który był zawalony starymi meblami, ukrywając w ten sposób - przed moim rozsądkiem - swoje bardzo marne oblicze. Jednak wierząc w niemożliwe, powiesiłam klucz na wieszaku MOJEJ PRACOWNI CERAMIKI- pod szyldem: MISIURA DESIGN i zabrałam się - jako majtek pokładowy Pana Misiury - za remont, o czym donosiłam TU

Z początku było bardzo źle, czego dowody znajdziesz tutaj, ale po morzu wylanych łez, pracy ponad siły, w końcu słońce rozświetliło pracowniane okno. Brzmi nieprawdopodobnie? Przeczytaj post z października :)

3. Co zrobiłam po zakończonym remoncie? Zadebiutowałam na (nie)dużym ekranie -
REPORTAŻEM o mojej miłości do gliny i nie tylko.
Do dzisiaj piszecie do mnie wzruszające listy w tej sprawie, za co bardzo Wam dziękuję!

4.W tym roku dotknęłam Ziemi mocniej, niż kiedykolwiek wcześniej, a spotkanie z żywiołem do dzisiaj we mnie rezonuje. Po szczególnym tygodniu w Artystyce, przypomniałam sobie jak niewiele znaczymy bez ziemi, powietrza, wody i ognia. 
O RAKU, starałam się opowiedzieć Ci TU.

5.Napisałam dla Was 69 postów, czasem glina była tylko pretekstem, by podzielić się z Wami czymś ważnym - np moimi rozważaniami o ustach lub dłoniach- ten ostatni post lubiliście szczególnie.

6.Przegniotłam kilkadziesiąt kilo gliny, z nadzieją, że mój nieporadny - kolorowy, wrażliwy świat- będzie Wam bliski tak jak mnie, a Wy napisaliście do mnie listy, które trzymam do dzisiaj! 


Dziękuję Wam za ten rok!
Za każde słowo wsparcia, ciepła i entuzjazmu!

Panie Misiuro?
Bez Pana nic by z tego nie było <3! 




wtorek, 30 grudnia 2014

zatracam się

w przyjemnym byciu tu i teraz :)
Obiecuję niebawem post o wdzięczności wobec roku 2014.
Wszystkiego dobrego, Kochani!
(me and you - panie misiu - ra)


niedziela, 23 listopada 2014

Misiura na (nie) dużym ekranie - bella film

We wrześniu poprosiłam Was o głosy w konkursie "ZWYKŁE NIEZWYKŁE", w którym brałam udział .
Byliście serdecznie zdeterminowani, by mnie wesprzeć :)
Dziękuję Wam za entuzjazm i zaangażowanie! 
Dzisiaj mogę w podziękowaniu podarować Wam film - reportaż - misiurowy :)





Konkurs wygrała Marta, której ogromnie gratuluję ale z powodu pilnego wyjazdu służbowego za granicę Marta nie mogła zostać bohaterką reportażu - a zaszczyt przypadł mnie.

Mam za sobą wystąpienia publiczne podczas spotkań podróżniczych, nawet dwie premiery w radio, z tej samej okazji, ale to była moja premierowa premiera przed kamerą.

Nawet ja - zaprzyjaźniona ze słowami - miałam ogromną tremę i poczucie, że ręce pocą mi się za bardzo a w zasadzie nie słychać co mówię, tylko jak wali mi serce :)


Ale jest film - nakręcony przez wyjątkowe osoby, dzięki których wsparciu powstała pamiątka na całe życie i dzięki któremu, być może dacie się zainspirować do realizacji marzeń :)

Aga, Marta, Tomek- dziękuję Wam!




Miłego oglądania reportażu, który czeka na Was TU
 :)

ps. i proszę o wyrozumiałość :)

środa, 22 października 2014

14m2 szczęścia

Kiedy zaczynaliśmy, nie wierzyłam, że to się skończy, ale o tym pisałam TU.

Nie dość, że nie wierzyłam, to nie wyobrażałam sobie, że skończy się tak pięknie!

A gdy parę dni temu moja koleżanka skomentowała remontowy wpis na facebooku w ten sposób:

„Ponieważ sama dysponuję podobnymi,przerażającymi, baaaardzo jeszcze świeżymi doświadczeniami, okropniejszymi o tyle, że w moim przypadku moje miejsce pracy miało być też moim miejscem zamieszkania, mówię: TO SIĘ NAPRAWDĘ W KOŃCU KOŃCZY. Niespodziewanie, któregoś dnia siadasz i patrzysz i myślisz " o ja żesz pier... jest CUDOWNIE.' Jest pięknie, rozlegle możliwościowo, może nie idealnie, ale najwspanialej, najwłaśniej i bardzo, bardzo szczęśliwie . I tak będzie. Masz moje kciuki, a jeśli potrzebne byłyby Ci całe ręce i nogi to dawaj znać! Chyba jestem blisko!  Trzymaj się dziewczyno!”

To bardzo chciałam, żeby miała rację :)

I... miała!

Remont jest wspomnieniem, choć gdy trwał, wydawało się, że mijają lata świetlne.
Jeszcze są pewne sprawy, które wymagają czasu, może małych zmian, ale to wydaje się tak łatwe i do zrobienia, że nie martwi!

Minioną, całą sobotę spędziłam w pracowni, gniotąc glinę z niedowierzaniem i ciepłem na sercu.

A dzisiaj uśmiechałam się do deszczu, z mojej pogodnej, bardzo misiurowej pracowni:)!

Dziękuję Wam za wsparcie, pogodne myśli i odwiedziny!

ps. jesień to dobry czas... czas na wzlot!












czwartek, 16 października 2014

prawie finisz... w pracowni

Ten post nie pisał się, za nic w świecie!

Chaos, który pewnie jest typowy w remontach wszelkich, pozbawiał mnie tak często sił i zapału oraz odbierał mowę, czasem z zachwytu nad postępem prac, czasem z rozpaczy, że TO się nie kończy, że nie byłam w stanie nic napisać.

Nadal nie do końca jestem.

Misiurowa pracownia już niemal gotowa, słychać jak strzelają korki malutkiego szampana, a jednak poczucie, że to koniec, że droga DO zakończona, nie nadchodzi.

Nie raz ćwiczyłam swoje myśli, nakazując im posłuszeństwo, duchowi pogodę a sobie optymizm, gdy zamiast dostrzegać postępy prac, jęczeliśmy, że nic się nie dzieje, że znowu wychodzą plamy ze ścian, mimo użycia porządnej farby. Gdy kolejne parędziesiąt kilo sprzętu, mebli, paczek kartonów, miało być ostatnimi a pączkowały kolejne -  odbierając poczucie, że to się skończy oraz ład naszej domowej przestrzeni.

Jak to powiedział właściciel wynajmowanego lokalu widząc metamorfozę lokalu: "jestem miło zaskoczony" - spotykając moje pełne piorunów i oburzenia spojrzenie.
No ja też : )

Pomieszczenie, które oglądałam a w którym niebawem zacznę pracę, oglądałam, gdy było... zastawione meblami, funkcjonowało jako magazynek, składzik- rupieciarnia, pod sam sufit. Ważny był metraż, rozsądna cena, nie najgorsza lokalizacja.
Zmieniłam swoje oczekiwania po tygodniach nieskutecznych poszukiwań, odbijając się od ścian finansowych niemożliwości. Nie chciałam, by moim motorem do tworzenia stały się rosnące rachunki, min za wysoki czynsz!

Wiem, wiem - to lekko niedorzeczne wynajmować lokal, którego nie widać :) Ale mój wrodzony optymizm wyobrażał sobie doskonałe lokum na misiurową aktywność.

Gdy przyszliśmy wyposażeni w dobry nastrój, radość i energię,  by zacząć remont, te opuściły nas, mnie zwłaszcza, od ręki. Goluteńki, zmitrężony latami użytkowania, zaniedbań, kurzu i i innych faktów, stał smutny, ziejąc na nas ze ścian dziurami, odpadającą farbą, zaciekami, nie gwarantując nic w zamian.

ALE...

Od samego początku, czasem przez łzy- polubiłam to miejsce, nadal tak jest- nie mogę się doczekać, jak ruszę z gliną, choć ilość pracy, serca, którego od nas zażądał, zaskoczyły.

Tak często zapominamy dokąd zmierzamy a jeszcze częściej, jaką drogę przebyliśmy.

Macie tak?

Ja codziennie mam poczucie, że "taka" byłam od zawsze. Ulatują mi z pamięci ciężkie chwile, które towarzyszą rozwojowi, momenty gdy daleko było mi do marzeń i ideału- wg mojej kategorii.
Zapominam jak wiele od siebie wymagam- by dojść, tam, gdzie marzę, jak trudno było i jak często wszystkie znaki na ziemi i niebie mówiły, by się poddać.

Dlatego obiecałam sobie dokumentować każdy dzień przemiany mojego misiurowego - brzydkiego - kaczątka w łabędzia.

Te brudne zdjęcia to dowód na to, że się da, choć czasem brak sił.

To dowód na ogromne wsparcie i determinację mojego Męża, by spełniło się moje marzenie. I mimo że uważam, że jestem misiem, to podczas remontu okazało się, że jestem także wiedźmą, a on nadal był i pomagał :)
Ale powoli wracam do siebie...

A w następnym poście pokarzę Wam co się dzieje, gdy marzycie mocno, gdy wstajecie, choć chce się leżeć, jaką moc ma wsparcie bliskich ludzi i nadzieja, mimo wszystkich, którzy pukają się w czoło :)!

:)






wtorek, 30 września 2014

rzucam glinę

Bywały dni gdy nie wierzyłam, że na moim wieszaku (made by Kokka) zawiśnie wymarzony klucz do misiurowej pracowni... 
Bywały zwroty akcji (nie wiem czy bardziej dramatyczne, czy bardziej frustrujące) i spadki formy. Ale od pierwszego dnia jesieni JEST!
I mimo, że ściany okazały się bardziej zielone, niż wiosenna trawa, zacieki bardziej żółte niż jesienne słońce a moje umiejętności malarskie żałosne to z ogromnym wsparciem Pana Misiury, chwilowo rzucam glinę na rzecz malarskiego pędzla, młotka, śrubokrętu i kilogramów śrubek :)

Dziękuję Wszystkim, którzy mówili, że ten dzień nadejdzie !
Pięknego weekendu i ludzi blisko, którzy będą Wam dodawać otuchy i wiary w (pozornie) niemożliwe :)





Po paru dniach milczenia, które wypełnia remontowy ferwor, wiem że: remont ma to do siebie, że się nie śpieszy i w momencie, gdy myślisz,że zrobiłaś spektakularny krok w przód, stajesz pod murem- np. odpadających kafli, których nie zdecydowałaś się skuć od razu i musisz zrobić dwa kroki w tył.

Ale staram się nie tracić ducha, cieszyć małymi postępami, znikającym brudem, szarością i nabywanymi umiejętnościami w skręcaniu mebli, hihihi.
Postępy są...


A w czasie, gdy mnie nie ma, możecie zrobić coś, żebym pojawiła się niebawem na dłużej:)

Jakiś czas temu walczyłam o realizację swojego marzenia w konkursie "Pomysł na firmę"- udało mi się- dzięki Waszym głosom 

Jeśli od dzisiaj do 8 października (codziennie) znajdziecie chwilkę na oddanie głosu na mnie, niebawem będziecie mogli obejrzeć reportaż o mojej pasji - miłość - szczęściu - pracy: CERAMICE 
Znajdziecie chwilkę na oddanie głosu (różowy "guzior")
http://kobieta.wp.pl/id,2,bella-bohaterki.html





Dziękuję i trzymam kciuki za Wasze marzenia 
Agnieszka, Misiura czyli :)

wtorek, 16 września 2014

Leśne refleksje

Leśne refleksje.

Ostatnio las i drzewa wracają do mnie, prosząc, bym o nich wreszcie napisała- a więc pora na parę słów.

Niewielką i wyjątkową część lipca spędziłam na plenerze w Artystyce, o czym pisałam TU i TU.

Czas szczególny, nie tylko ze względu na pracę z gliną, ale także - a czasem przede wszystkim - z powodu przyrody, która w Kotlinie Kłodzkiej zachwyca, wycisza i współbrzmi z zamyśloną duszą.





W gorący dzień, pewnie, gdy omawialiśmy swoje emocje związane z burzliwym procesem twórczym, stałam przy wielkich wrotach do magicznej szopy i .. nagle zobaczyłam małe, cudne sęki- a raczej sęczki w tych wrotach.
To był naturalny odruch- zatrzymać w glinie!

Tak też się stało.

Po powrocie do domu decyzja była jedna - jesienne broszki, ale czas porwał mnie do innych zajęć, broszki zakopał w pudełku „zrobię w wolnej chwili” i uciekł.




Dopiero niedawno na nie trafiłam i dokonałam odkrycia, które mnie zdumiało. Drzewne linie papilarne! Odbicia sęków wyglądają jak linie papilarne.

Może to banalne, a może dostrzegalne tylko dla mnie (choć jestem pewna, że dla Kornelii z Lilu2art także będzie! Kto jeszcze? Kto jeszcze?), ale pomyślałam, że to piękna symbolika tego, jak blisko nam do natury.

Spoglądając na nie, przypomniało mi się niebywale dla mnie cenne zdanie, które odkryłam pewnej nocy, czytając prace nadesłane na konkurs - "Listy motywacyjne", w którym brałam udział (o tym pisałam TU).

Ola w swoim liście napisała: „Kłody spod nóg, zamieniam w las”.

Przeżyłam małe oświecenie.

Jest dla mnie tyle piękna w tym prostym zdaniu, że trudno to wyrazić, nie popadając w przesadę lub banał.

Zrozumiałam, że jeśli kolejny raz zdobędę się na zmianę perspektywy, to problemy - kłody, których aktualnie mi nie brakuje, zamienią się w coś, co ma potencjał- MOC!

Nie ma sensu nosić drzewa do lasu, warto do niego pojechać :)

W niedzielę stwierdziliśmy, że tak fajnie być razem i tak szkoda być tak daleko od natury, że zupę "spakowaliśmy" w termos obiadowy, porwaliśmy koc z kanapy i pojechaliśmy ją zjeść do lasu :)

Taki pomysł. 

Las, mimo że jesień kojarzy nam się z pewnym wyciszeniem życia, żyje mocno, głośno! 

Pająki wiją swoje misterne pajęczyny, młode wrzosy wychylają ciekawskie, strojne w purpurę łepki, mech szaleje, wilgotny z dumy, że oto jego pora. Las brzęczy, słońce przebija się przez konary spokojnych drzew a grzybiarze z zaskoczeniem odkrywają nas, przycupniętych gdzieś pod drzewem z miseczką zupy :)

Zdjęć nie ma, bo kto robi zdjęcia, temu zupa stygnie, ale było warto- uwierzcie mi na słowo!

Dobrego dnia :)

do napisania :)