Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artystyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artystyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Długo niepisane podsumowanie roku 2014

Im dalej od końca roku, tym więcej myślę jak go zamknąć w słowach. Żeby nie był wyliczanką sukcesów, czymś- co osoby, które nieśmiało zaczynają marzyć- zdołuje.
Żeby był świadectwem że można! Bez niepotrzebnej pychy

To był bardzo ważny rok ( który poprzedził bardzo trudny ) i wszystko, co przyniósł jest jak gwiazdka z nieba- powiem więcej, jak cały gwiazdozbiór - Wielkiej Niedźwiedzicy.

Niepewna jak zacząć, postanowiłam, że podzielę się z Wami fragmentem listu, który napisałam do uczestniczek ZLOT'u Latającej Szkoły.

O Szkole pisałam przy okazji konkursu na list miłosny TU.

Już wtedy Szkoła była dla mnie ważna, ale odkąd wykupiłam bilet na ZLOT i zaczęłam poznawać dziewczyny, które wezmą w nim udział, bicie mojego serca jest szybsze, przeważają w nim dźwięki radosne oraz poczucie, że niemal każdy potrzebuje „Zewnętrznych Źródeł Mocy”.
Bez względu na to jak silna, dzielna i zdeterminowana czuję się na co dzień, to teraz WIEM, że ani nie muszę taka być nieustannie, ani nie muszę za wszelką cenę szukać źródła siły tylko w sobie.

„Tak wiele chciałabym Ci powiedzieć- na wypadek jeśli nie poznamy się osobiście- że nie wiem od czego zacząć, i ile kartek byłoby mi potrzebne. Ale..w sumie chciałabym Ci przekazać tylko, że zeszły rok zaczynałam jako bezrobotna export manager (która poprzednio uciekła z korporacji), z kończącym się prawem do zasiłku; która odpadła w przedbiegach w staraniach o dotację na otwarcie własnej pracowni ceramiki.
A zakończyłam go z pewnością- że determinacja, pewność co chcę robić, jaką drogą podążać; wsparcie bliskich, zaufanie do świata oraz miłość do pracy moich rąk, a przede wszystkim wiara, że „if you can dream it, you can do it”, sprawiły, że zadziały się rzeczy szczególne!”

Część z Was odwiedza mnie regularnie i wie o wszystkim, o czym napiszę poniżej, ale gdybyście czasem tracili wiarę w siebie lub Świat; albo jeśli jesteście tu od niedawna, to przesyłam Wam małe świadectwo mocy marzeń.
Oczywiście nie tych, które się spełniają, tylko tych, które się spełnia!


1.Jako jedna z sześciu osób skoczyłam na bank, który organizował konkurs "Pomysł na firmę" i nie dość, że nie zamknęli mnie do więzienia, to jeszcze mi za ten skok zapłacili, dzięki czemu mogłam otworzyć i wyposażyć swoją własną pracownię ceramiki.
Czasami czułam się jakby to był skok na bungee, zwłaszcza intelektualnie. Albo jakby to był skok do basenu bez wody. Ale dzięki wsparciu, jakie otrzymałam od wyjątkowych ludzi, finalnie był to skok do basenu pełnego pluszowych kulek szczęścia :)
Nie wierzysz? Przeczytaj TU


2. W pierwszy dzień jesieni obejrzałam lokal, który był zawalony starymi meblami, ukrywając w ten sposób - przed moim rozsądkiem - swoje bardzo marne oblicze. Jednak wierząc w niemożliwe, powiesiłam klucz na wieszaku MOJEJ PRACOWNI CERAMIKI- pod szyldem: MISIURA DESIGN i zabrałam się - jako majtek pokładowy Pana Misiury - za remont, o czym donosiłam TU

Z początku było bardzo źle, czego dowody znajdziesz tutaj, ale po morzu wylanych łez, pracy ponad siły, w końcu słońce rozświetliło pracowniane okno. Brzmi nieprawdopodobnie? Przeczytaj post z października :)

3. Co zrobiłam po zakończonym remoncie? Zadebiutowałam na (nie)dużym ekranie -
REPORTAŻEM o mojej miłości do gliny i nie tylko.
Do dzisiaj piszecie do mnie wzruszające listy w tej sprawie, za co bardzo Wam dziękuję!

4.W tym roku dotknęłam Ziemi mocniej, niż kiedykolwiek wcześniej, a spotkanie z żywiołem do dzisiaj we mnie rezonuje. Po szczególnym tygodniu w Artystyce, przypomniałam sobie jak niewiele znaczymy bez ziemi, powietrza, wody i ognia. 
O RAKU, starałam się opowiedzieć Ci TU.

5.Napisałam dla Was 69 postów, czasem glina była tylko pretekstem, by podzielić się z Wami czymś ważnym - np moimi rozważaniami o ustach lub dłoniach- ten ostatni post lubiliście szczególnie.

6.Przegniotłam kilkadziesiąt kilo gliny, z nadzieją, że mój nieporadny - kolorowy, wrażliwy świat- będzie Wam bliski tak jak mnie, a Wy napisaliście do mnie listy, które trzymam do dzisiaj! 


Dziękuję Wam za ten rok!
Za każde słowo wsparcia, ciepła i entuzjazmu!

Panie Misiuro?
Bez Pana nic by z tego nie było <3! 




wtorek, 16 września 2014

Leśne refleksje

Leśne refleksje.

Ostatnio las i drzewa wracają do mnie, prosząc, bym o nich wreszcie napisała- a więc pora na parę słów.

Niewielką i wyjątkową część lipca spędziłam na plenerze w Artystyce, o czym pisałam TU i TU.

Czas szczególny, nie tylko ze względu na pracę z gliną, ale także - a czasem przede wszystkim - z powodu przyrody, która w Kotlinie Kłodzkiej zachwyca, wycisza i współbrzmi z zamyśloną duszą.





W gorący dzień, pewnie, gdy omawialiśmy swoje emocje związane z burzliwym procesem twórczym, stałam przy wielkich wrotach do magicznej szopy i .. nagle zobaczyłam małe, cudne sęki- a raczej sęczki w tych wrotach.
To był naturalny odruch- zatrzymać w glinie!

Tak też się stało.

Po powrocie do domu decyzja była jedna - jesienne broszki, ale czas porwał mnie do innych zajęć, broszki zakopał w pudełku „zrobię w wolnej chwili” i uciekł.




Dopiero niedawno na nie trafiłam i dokonałam odkrycia, które mnie zdumiało. Drzewne linie papilarne! Odbicia sęków wyglądają jak linie papilarne.

Może to banalne, a może dostrzegalne tylko dla mnie (choć jestem pewna, że dla Kornelii z Lilu2art także będzie! Kto jeszcze? Kto jeszcze?), ale pomyślałam, że to piękna symbolika tego, jak blisko nam do natury.

Spoglądając na nie, przypomniało mi się niebywale dla mnie cenne zdanie, które odkryłam pewnej nocy, czytając prace nadesłane na konkurs - "Listy motywacyjne", w którym brałam udział (o tym pisałam TU).

Ola w swoim liście napisała: „Kłody spod nóg, zamieniam w las”.

Przeżyłam małe oświecenie.

Jest dla mnie tyle piękna w tym prostym zdaniu, że trudno to wyrazić, nie popadając w przesadę lub banał.

Zrozumiałam, że jeśli kolejny raz zdobędę się na zmianę perspektywy, to problemy - kłody, których aktualnie mi nie brakuje, zamienią się w coś, co ma potencjał- MOC!

Nie ma sensu nosić drzewa do lasu, warto do niego pojechać :)

W niedzielę stwierdziliśmy, że tak fajnie być razem i tak szkoda być tak daleko od natury, że zupę "spakowaliśmy" w termos obiadowy, porwaliśmy koc z kanapy i pojechaliśmy ją zjeść do lasu :)

Taki pomysł. 

Las, mimo że jesień kojarzy nam się z pewnym wyciszeniem życia, żyje mocno, głośno! 

Pająki wiją swoje misterne pajęczyny, młode wrzosy wychylają ciekawskie, strojne w purpurę łepki, mech szaleje, wilgotny z dumy, że oto jego pora. Las brzęczy, słońce przebija się przez konary spokojnych drzew a grzybiarze z zaskoczeniem odkrywają nas, przycupniętych gdzieś pod drzewem z miseczką zupy :)

Zdjęć nie ma, bo kto robi zdjęcia, temu zupa stygnie, ale było warto- uwierzcie mi na słowo!

Dobrego dnia :)

do napisania :)

piątek, 1 sierpnia 2014

Wypał RAKU- krok po kroku

Marzyłam szalenie o tym, by przeżyć misterium, jakim jest wypał RAKU! 
Wiedziałam, że to będzie wyzwanie nie tylko artystyczne, obarczone dużym ryzykiem, ale także emocjonalnie. NIGDY nie ma pewności co do ostatecznego efektu całego procesu!
Zamknięte w siedmiu zdjęciach: godziny skupienia, Dni oczekiwania na schnięcie pracy, chwile nadziei i minuty ekscytacji, I wreszcie finalnego wzruszenia .... 
7 stop klatek narodzin i pierwszych haustów świeżego powietrza, Po walce z niezdarnością ludzkich rąk, tłustością oleju,wysoką temperaturą, brakiem tlenu i zimnym prysznicem. A to wszystko - rzecz jasna - w Artystyka!

Zdjęcia: Aga Gie, Ania i ja :)


1.Pierwsze z wielu wałeczków...


2.Blisko końca. Mozolnie, precyzyjnie nakładane na siebie wałeczki, finalnie- brutalnie połączone na wieki.


3.A z chropowatego chaosu wyłoniła się obietnica czegoś gładkiego i pięknego... 


4.Ostatnie chwile w piecu gazowym, przed zatrzaśnięciem klapy i szalonym wzrostem temperatury- RAKU in progress...


5.Wyszarpane z pieca nagrzanego do około 1000 stopni, wrzucone do beczki z trocinami, gdzie następuje gwałtowna redukcja temperatury, przy równoczesnym braku dostępu do tlenu i na koniec skok na głęboką wodę, by zahartować!


6.Pomimo tak szalonej zmiany warunków, okazuje się, że godziny pracy, sfinalizowały się w czymś pięknie surowym, organicznym i pierwotnym!



7.Milczące piękno, które nie zdradza brutalności swoich narodzin <3






wtorek, 29 lipca 2014

DOTYK ZIEMI

Dzisiaj mija tydzień odkąd wróciłam z Kotliny Kłodzkiej z Artystyki. Wciąż mam w sobie tęsknotę za duchem i energią tego szczególnego miejsca. Znalazłam tam spokój, ciszę, energię i moc, których potrzebowałam. Smaki tak bliskie nie tylko podniebieniu, ale i sercu. Miejsce, które powstało z marzeń i miłości. Poznałam glinę, jakiej nie znałam. Mroczną, organiczną, silną w sposób bardzo pierwotny i odporną na siłę ludzkich rąk. Oto efekt spełnionego marzenia. Plener "DOTYK ZIEMI", pozwolił mi jej dotknąć, pod okiem Krysi ! 
Pierwsza - wypalana metodą raku - praca - Misiury.
C.D.N.


poniedziałek, 30 czerwca 2014

co ja robię jak mnie nie ma

I przyszedł lipiec :)
jakie macie wobec niego plany?
Ja mam nadzieję znaleźć wymarzony lokal na pracownię Misiury, przytulić wieczorem policzek do własnego, stygnącego pieca z ceramiką, nauczyć się więcej pod okiem Krysi, podczas pleneru w Artystyce i nie zapominać odpocząć po tym jak wykorzystam 26 z 24 godzin, jakie ma dobra :)
I częściej chodzić na łąki, wracać do domu z bukietem i cieszyć się nim jak dziecko 
dobrego lipca :)



A odpowiadając na pytanie, którego nikt mi nie zadał, a które wisi w powietrzu: co ja robię jak mnie nie ma :), mogę tylko napisać, że jestem bardzooo zajęta i nie miewam zbyt wielu chwil na odpoczynek :)

Kwestię, którą zaczynam, od słów: "Dzień dobry, poszukuję lokalu na pracownię ceramiczną, niewielkiego, z dostępem do napięcia trójfazowego....", mam wyćwiczoną lepiej niż Krystyna Janda swoje najważniejsze role! :)

Jestem w trakcie! W ręku trzymam sznurki, na których unoszą się latawce wielu spraw. Ręce mam nakremowane, więc, gdy już się cieszę, z nadzieją, że mój latawiec unosi się pięknie na niebie, sznurek się wyślizguje i latawiec szybuje dalekooo, a ja zaczynam robić nowy. 
Wiem, że za jakiś czas będę za tym momentem tęsknić, ale aktualnie marzę, by wszystkie sznurki trzymać mocno, by latawce cieszyły oko a Misiura, odpoczęła :)

Ale Misiura bez gliny żyć nie może i zamyka swoje marzenia, metafory i sprawy wagi misiowej w ceramicznych pracach, tak również odpoczywa! I oto na plan pierwszy po- jak widać- brudnej robocie:
                               

wysuwa się misiurowe marzenie o kosmosie, kosmicznych doznaniach, wieczorach, gdy spadające gwiazdy obiecują spełnienie najskrytszych marzeń :) I Misiura przypomina sobie także, że na studiach, jako przyszły filozof, dowiedziała się o pewnym panu: Immanuelu Kancie, który powiedział: ''niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie''...


Czasem Misiura ma ochotę wystrzelić się w Kosmos, bo to wydaje się stosunkowo łatwe, w porównaniu do tego, co kryją w sobie urzędowe procedury, słownictwo i druczki :) Ale zaraz zmienia zdanie i wraca do boju, z broszkami mocy na sweterku :)


A gdy potrzebuje się ukryć, wyciszyć, na chwileczkę nie robić nic i pomyśleć o najważniejszym dla niej miejscu na ziemi, poza - oczywiście: Islandią, Albanią, Wyspami Owczymi, Nową Zelandia i Hebrydami Zewnętrznymi, to robi takie oto zawieszki, również dla swoich fanów, np. z Argentyny :)




Czasem tęsknota za Nową Zelandią bywa jednak na tyle dojmujące, że Misiura- na pocieszenie- zabawia się we Władcę Pierścieni, a efekty tej zabawy już za jakiś czas :)


I tak oto sprawy się mają :)
Do napisania za jakiś czas :)
Życzę Wam naprawdę dobrego lipca :)
em.