Wróciłam z majówki.
Pojechałam, gdy już trwała, wróciłam, gdy być może już nikt nie pamięta, że była.
Pojechałam zapatrzeć się w morze, posłuchać o czym skrzeczą mewy i przesypać trochę piasku między palcami, poszukać czegoś ważnego!
ALE moja głowa była bardzo zajęta nadzieją i tym,co na horyzoncie:)
Nie znalazłam spokoju, którego szukałam i raczej oblałam egzamin z bycia tu i teraz : )
Nie szkodzi...
Są dni, gdy znajdujemy to, czego szukamy, są takie, gdy się nie udaje i są takie (TE LUBIĘ NAJBARDZIEJ), gdy niczego nie szukając, ZNAJDUJEMY :)
Dzień, który spędziłam z
Sonią- przed majówką - w objęciach Starej Gruszy, spotkanie z Panem Ślimakiem, który rozważał przeprowadzkę ze swojego domku, do misiurowego, magiczne zatrzymanie czasu, jazda na rowerze w słoneczny dzień a potem bieg na złamanie karku na autobus...
Dzień, który otrzymałyśmy w prezencie. Dzień, który beztroską, bezpretensjonalnością i radością przypominał czas dzieciństwa.
To było CUDowne!
Sonia miała ze sobą niesamowicie wrażliwy aparat, który robił zdjęcia piękne, wzruszające. Zdjęcia, do których wracam, w poczuciu spotkania wyjątkowego, porozumienia, za jakim tak często dzisiaj tęsknimy!
Po majówce, na codzień, za zawsze, albo- choćby- czasami- życzę Wam takich pięknie zatrzymanych w czasie spotkań...