Wpływam po urlopie do portu mojej ukochanej codzienności.
Jeszcze zamyślona, z sercem w Pucku (nie, nie w płucach :), pełna wrażeń po warsztatach, które były nagrodą konkursową od Ekspresja siebie, z radością czytam Wasze żywiołowe komentarze konkursowe i za każdy dziękuję - są piękne! :)
Serdecznie Wam gratuluję i proszę - w imieniu wydawnictwa - o maile z danymi do wysyłki Waszych książek: biuro@wydawnictwoelement.com.pl
HappyAlimak, Sylwia, Michał Pałka, Szyte Żyjątka, Mulinowe Misie, Magda lena chcemy Wam podziękować za Wasze osobiste komentarze i mamy propozycję: książkę "Odkryj swój żywioł" możecie zamówić pod adresem email: biuro@wydawnictwoelement.com.pl z 10% rabatem i darmową wysyłką :)
Raz jeszcze dziękuję Wam za serce i piękno Waszych wpisów! :)
Księgarniane półki uginają się od książek, które obiecują zmianę, poprawę, szczęście i spełnienie każdego marzenia w czasie zaskakująco krótkim.
Można mieć ich dosyć, czytać je nałogowo, nie zmieniając nic, albo poszukiwać pozycji bliskich naszemu sercu. Książek uczciwych i nienachalnych.
Dla mnie taką książką jest „Droga artysty, jak wyzwolić w sobie twórcę. 12-tygodniowy kurs odkrywania i rozwijania własnej kreatywności” Julii Cameron.
Dołączam ją do mojego prywatnego zestawienia książek, bez których nie wybrałabym się na bezludną wyspę! Tytuł jest dość mylący, bo zapewne zniechęca wiele osób, które nie czują się artystami, by do niej sięgnąć.
Dla mnie to książka szczególna i intymna w pracy. Wywołująca huragany i przełamująca wewnętrzne bariery. Wciąż nie potrafię napisać o niej długiego postu, na jaki zasługuje, właśnie przez intymność doświadczenia jej lektury!
Polecam ją, jeśli tylko mogę, ale zawsze z zastrzeżeniem, że praca z nią może być bolesna i trudna...
Niedawno znajomy po rozmowie ze mną powiedział, że ODKRYŁAM SWÓJ ŻYWIOŁ (po latach zawodowego niedosytu i poczucia bycia z dala od tego, co naprawdę ważne, z tytułem magistra filozofii, po długiej, tajemniczej chorobie, zostałam właścicielką firmy, w której łączę pasję, pracę i miłość do gliny w jednym) i że muszę przeczytać książki Kena Robinson'a.
Pisząc na początku postu o uczciwości i nienachalności, właśnie te książki miałam na myśli.
Mam dość nieprzyzwoity zwyczaj, że ważne treści w szczególnych książkach, zakreślam kolorowymi mazakami. Tak też jest i tym razem. Co czujesz kiedy czytasz poniższy fragment:
„Możesz na przykład uważać, że nie masz żadnych osobistych uzdolnień. Wiele osób tak myśli do czasu, kiedy je odkryje. Możesz sądzić, że nie masz pasji, tak również myśli wiele osób, aż odkrywają, że je mają. Być może od bardzo dawna wmawiałeś sobie, że nie jesteś dobry w czymś, czego bardzo chciałbyś spróbować, i dlatego nie spróbowałeś. Albo może martwisz się, że jeśli spróbujesz, to ci się nie uda i wyjdziesz na głupka. Możesz też myśleć, że czas na spróbowanie czegoś nowego już minął. Wszystkie te historie, które o sobie opowiadasz, mogą stać pomiędzy tobą a odkryciem twojego Żywiołu” (Odkryj swój żywioł, str 34)
Brzmi znajomo?
Dawno, dawno temu podróżowałam. To była moja pasja. Wszyscy mówili, że mam się fajnie, bo sobie podróżuję w odległe miejsca. Złościłam się, bo myślałam, że każdy może, wystarczy tylko decyzja na co wydać drobne w kieszeni. Na cokolwiek, czy też wrzucić je do skarbonki.
Z latami, z powodu osobistych historii, zajęłam się gliną. Nie zdawałam sobie sprawy, że trzy lata temu rozpoczynam nowy rozdział mojego życia. Że jedna pasja, która musiała mnie opuścić, robi miejsce nowej. A ta, rozrośnie się do marzeń o tym, by pasja była pracą.
Ludzie teraz nie mówią, że fajnie się mam (bo każdy wie, że działalność gospodarcza często nie jest synonimem fajności), ale wiele osób mówi, że mi zazdrości pasji.
Ilekroć to słyszę, jestem poruszona i zarazem wdzięczna, że moje życie jest życiem z pasją.
Że tak często mogę powiedzieć: że robiąc to co kocham, jestem w swoim ŻYWIOLE!
Miałam też, ZAWSZE, intuicję, że życie z pasją, to nie oferta ekskluzywna dla wybranych! Że TO jest gdzieś blisko każdego z nas. I nie myliłam się :)!
Przepiękna moc, jaka płynie ze spotkania z Kenem Robinsonem, to wiedza, że talenty, pasję w sobie nosimy, często nieświadomi.
Że potrzeba trochę życzliwości wobec siebie, otwartości, odpowiednich warunków, odwagi i determinacji (no i kolosalnej zmiany w systemie nauczania).
„Rozpoznanie swoich marzeń oraz warunków, jakich potrzeba, by je spełnić, jest niezbędne, by osiągnąć to, co możesz. Odkrycie swojego Żywiołu nie zagwarantuje, że spędzisz resztę życia w stanie nieprzerwanej rozkoszy. Da ci jednak głębsze poczucie tego, kim naprawdę jesteś i jakie życie możesz, i być może, powinieneś, wieść” (Odkryj swój żywioł, str 253)
Na horyzoncie roczek mojej firmy – jest tak jak w powyższym cytacie – czasem bardzo daleko od rozkoszy, ale całkiem blisko do poczucia że innego życia sobie nie wyobrażam :)
Skoro roczek to świętowanie a jak świętowanie, to prezenty!
Ci, którzy mnie znają, wiedzą jak bardzo lubię się dzielić i jak bardzo wierzę, w to, że pływamy w morzu możliwości :)
Nie ma piękniejszego widoku niż człowiek, który idzie za swoją legendą, cytując Paula Coelho, czy też jest w swoim żywiole, używając terminologii Kena Robinsona.
A może już jesteś w swoim Żywiole? Może Twoje naturalne uzdolnienia, czyli talenty, spotykają się w Twoim życiu z pasją? :)
Dla tych, którzy w drodze, dla tych którzy nie wierzą, że mogą, choć mają odwagę, by marzyć mały prezent!
Zostaw pod postem swoją własną definicję kreatywności.
Napisz, czym jest dla Ciebie a być może to TY otrzymasz jeden z dwóch konkursowych egzemplarzy książki: „Odkryj swój żywioł”?
Na Wasze wpisy czekam do 12 lipca włącznie, a 13 - szczęśliwego - ogłoszę kto będzie odkrywał swój ŻYWIOŁ z książką Ken'a Robinsona :)
W pracowni panują dość specyficzne warunki "meteo". I mimo, że mam rękę do kwiatów, w pracowni kwitną jedynie pomysły. Rośliny obrażają się na mnie i piec. Piekielny upał, gdy piec nagrzewa się do 1000 stopni i więcej. Chłód starej kamienicy i promienie słońca od 17. ALE... wygrałam moją wieczną roślinę - cudny wydruk zielononatkowego zdjęcia na płótnie by Zielona Natka <3! Dzięęęękuję Emotikon smile Zielono mi <3!
Życzenia na dzień dziecka zamieściłam na fejsbuku i widzę, że już je czytaliście, więc pozostaje mi do życzeń dołożyć prezent-y. Z okazji rozstrzygnięcia konkursu oraz święta małego człowieka, który w nas wciąż mieszka :)
Kochane- bo to Wy zmierzyłyście się z ptasim konkursem, dziękuję Wam za Waszą pomysłowość! Za chęć, by spróbować swych sił w różnych formach literackich, dziękuję Wam za uśmiech, który rozpromienił moją twarz, podczas lektury :)
Wybór nie był łatwy!
Poza ptaszkami doradzał mi Pan Misiura i oto co następuje, tadadadadadam:
ZWYCIĘSKĄ pracę nadesłały Mulinowe Misie :)
I wcale misiowatość nie miała wpływu na decyzję!
ALE.... Pan Misiura słusznie zauważył, że każdy jest wyjątkowy, szczególny i nagród powinno być więcej.
Pan Misiura MA rację:)
Mulinowe Misie otrzymują nagrodę główną za optymizm i radosną prawdę o bohaterach konkursu.
Ptasia para już radośnie ćwierka, czekając na podróż wraz z niespodzianką!
Margot za uroczy limeryk, za to, że jako- podejrzewamy- nieliczna z grona licznego, wie o limeryku coś więcej i za przywołanie ducha Wisławy Szymborskiej :)
Magdalena, za ostatnią, rozczulającą linijkę o misiurowym domku :)
Kokka otrzymuje niespodziankę za cudowną konsekwencję w trosce o słowa zapomniane :)
Czekam na maile z Waszymi adresami i informacją o trzech ulubionych kolorach :)! GRATULUJĘ i dziękuję :)
Kiedy ostatni raz leżałam na łące (a zdjęcia robiła Sonia JEJE ), otulały mnie mlecze a misiowe futro grzało przyjemnie :)
A potem byłam bardzo zajęta...
Minione trzy tygodnie były pracowite, były czasem wyzwań i mierzenia się ze swoimi słabościami.
Powoli wczoraj zaczyna się rozpływać jak mgła nad poranna łąką, zostawiając za sobą uczucie niedowierzania i wciąż nadzieję :) I ogromną wdzięczność wobec Ludzi- Wróżek- Czarodziei, których wsparcie było bezcenne.
W tym czasie intensywnym intelektualnie nie było momentu na spokojne chwile z gliną, nie było czasu na sprawdzanie, co w trawie piszczy. I gdy parę dni temu zobaczyłam pola makowe, moja tęsknota za wilgocią gliny i wałkiem, osiągnęła apogeum :)
Dzisiaj wstałam skoro świat i zrobiłam pierwszy, tej późnej wiosny, talerz łąkowy :)
Maki, chabry, trawy, tasznik- rozczulają, zachwycają swoim cudownym współbyciem i ulotnością.
Dzięki hojności przyrody następne parę tygodni oczekiwania aż będzie gotowy, będą podszyte dreszczem ekscytacji :)
A międzyczasie, gdy mnie było mniej, niż bym chciała, wydarzyły się dwie rzeczy : )
Po pierwsze - 4 maja - minął rok odkąd zaczęłam się z Wami dzielić na blogu, światem Misiury :)
A po drugie, dwa ptaszki sfrunęły z misiurowych domków i zażyczyły sobie, być moimi pierwszymi kolczykami :)
Postanowiłam Wam je podarować: ) W podziękowaniu za Waszą obecność, komentarze, dzielenie się swoim światem i jego wrażliwością, za to, że pare z Was nie pozwoliło mi zrezygnować z prowadzenia bloga jakiś czas temu : )
I choć CANDY zawsze przywołuje wspomnienie boskiego Iggy Popa i studenckich lat, to nie ma wyjścia- premierowe candy, bez Iggiego się zaczyna : )
Ta słoneczna para o poranku wyćwierkała, że nic o sobie nie powie, że Wy wiecie o niej dużo więcej niż ja :) No a skoro tak, to czekam-y na ptasi poemacik, wierszyk, fraszkę na ich temat :)
Zasady?
Do 31 maja czekam na Wasze komentarze (ptasi poemacik, wierszyk, fraszkę) pod tym postem- w dzień dziecka ogłoszę, po naradzie z w/w, kto był najbliżej prawdy i nas oczarował i otrzyma kolczyki : )
Dla chętnych, ale bez przymusu mały baner, który możecie umieścić na swoich blogach, może ktoś się skusi na konkurs, albo dowie- po raz pierwszy- o misio-świecie?:) Pozdrawiam Was słonecznie, ciut ciut- weekendowo :)
ps. to moje pierwsze candy, więc gdyby coś było niejasne, nieostre, albo powinno być ujęte inaczej- dajcie znać :) : )