czwartek, 16 kwietnia 2015

tsunami, ale jakie?

Nie umiem wyrazić ile dla mnie znaczyło pozytywne tsunami, jakie wywołał mój ostatni post.
Doświadczyłam tak potężnej empatii z Waszej strony oraz otrzymałam tak wiele osobistych maili, że... ZDECYDOWAŁAM!
Już nigdy nie będę tłumić wewnętrznego głosu, który zachęca do tego, by dzielić się z Wami nie tylko pracą moich rąk, moim misiurowym, pogodnym światem, ale także tym wszystkim co bywa bure jak mokra glina i nie chce się odkleić od rąk, głowy!
To niebywale oczyszczające doświadczyć swoistej wspólnoty czucia!
Dziękuję Wam za to z całego serca!

Chowam Waszą wrażliwość, odwagę i strach, małe sukcesy i czasem smucące porażki, słowa płynące z serca do pojemnika brzozowego- wiosennego :)

A na koniec chciałam Was zapytać, o czym chcecie przeczytać w kolejnych postach?
Może nurtują Was pytania na temat gliny, a może na całkiem inny?

Jeśli będę znała odpowiedzi, z chęcią odpowiem :)

Śpijcie smacznie!

a na dobranoc bardzo anielski prezent.
Dla tych, którzy słuchają uważnie, pewnie żadna nowość- szelest anielskich skrzydeł tak blisko nas...

Rośnijcie pięknie, ku słońcu i marzeniom <3






2 komentarze:

  1. Kochana, nie ma co tłumić tego naszego wewnętrznego Przyjaciela - głosu, który pragnie się wydostać na świat:)
    Lubię tu u Ciebie sobie przysiąść, podczytać, pocieszyć Duszę i oczy również:)
    Pisaj pisaj:) ..będę wyglądać kolejnego wpisu:)
    ..a cytat ze zdjęcia przepiękny...porusza struny wrażliwców:**
    Utulenia ślę cieplutkie:)

    OdpowiedzUsuń